piątek, 28 sierpnia 2015

Lekcja Życia cz.34

-Nie. Spotkałam Kamila po drodze. On pomógł mi doprowadzić walizkę do domu. Bez niego w ogóle nie dałabym sobie rady.
-To miło z jego strony że ci pomógł.
-Wiem to samo pomyślałam.
-Słowo Sabi że mu przypominałem. Jakieś 2 godziny przed twoim przyjazdem. Chciałem mieć pewność że stawi się tam na czas.
-Wiem braciszku wiem. Kocham cię.
-Ja ciebie też siostrzyczko.
-Obiecuję że go za to zabiję.
-Oj tam zostaw go. To nie ma sensu.
-Nie Sabina! Nie zostawię!
-Tak zostawisz! On wyjechał! – powiedziała płaczliwie.
-Co?!
-On wyjechał. Dowiedziałam się od Kamila.- powiedziała już spokojniej.
-No dobrze. A wiesz może z jakiego powodu wyjechał i gdzie?- zapytał zszokowany zielonooki.
-Wiem.
-Zdradzisz mi ten sekret?
-Jego tata umiera na raka. Chciał przy nim być aż do tego momentu. Pojechał do niego się tym zająć.
-Znasz może miejsce zamieszkania jego taty?
-Tak. Znam.
-Wesprę go tak jak mama nas.
-Mogę jechać z tobą?
-Chcesz znów patrzeć na śmierć?
-Nie. Ale chcę być przy nich gdy to się stanie. Tak jak mama przy nas.
-Odważna jesteś.
-No może troszeczkę. Muszę być. Dla siebie. Dla niego.
-No więc kiedy jedziemy?
-Jutro. Dzisiaj się spakujemy.
-Dobrze. Obyśmy zdążyli.
-Zdążymy. Nie martw się będzie dobrze.

Rodzeństwo powoli pakowało swoje rzeczy. W międzyczasie krzyczeli do siebie czy o czymś nie zapomnieli. Planowali całą podróż do domu taty Bartka. Chciała wspierać Bartka najlepiej jak umiała. Pomimo że przy niej była tylko jej mama i brat. Nie brała pod uwagę reszty rodziny. Oni martwili się o nich tylko z czystej uprzejmości i szacunku do jej zmarłego ojca. Musiała to zrobić chociażby dla niego. Jej rodzina wiedziała jak to jest trudno kogoś stracić. Zwłaszcza kogoś bliskiego. Na samą myśl o tacie serce dziewczyny zakuło dając znać że pamięta i tęskni. Wzniosła oczy do nieba i pomyślała czy on tam jest i się na nią patrzy. Czasami niemal, czuła jego obecność. Czuła się jakby pilnował ją przed wszystkimi nieszczęściami i smutkami tego świata.  A czasami straszliwą pustkę w sercu. Tak jakby nigdy go nie poznała i nigdy nie kochała całą sobą pomimo że było inaczej. Do domu wróciła zmęczona Anita p całym dniu ciężkiej pracy. Dorian powiedział o planie rodzeństwa. Oraz o tym w jakiej sytuacji znalazł się Bartek. Anita była nieugięta i również chciała wspierać Bartka a najbardziej jego biedną mamę. Jej własne doświadczenia w tym momencie były bardzo przydatne i podziękowała Bogu że może komuś pomóc przejść przez to wszystko pomimo że nikt nie zrobił tego samego dla niej. Wiedziała że będzie to bardzo trudne i bolesne doświadczenie. Wszystkie walizki stały spakowane koło drzwi czekając na jutrzejszy dzień. Anita była dumna z córki że postanowiła stawić czoło własnemu bólowi żeby pomóc poradzić sobie z bólem Bartka. Niczym wierny kompan. Doskonała partnerka. Z Doriana była dumna że chce być przy siostrze w tym bolesnym dla każdego momencie. Udowadniając że zawsze mogą na siebie nawzajem liczyć jak jej kiedyś zabraknie. Nadszedł następny piękny dzień. Dla Sabiny jeden z najtrudniejszych w jej krótkim życiu. Jednak pod maską zmartwienia ukryła dzielnie to co naprawdę czuła. Jechali dość szybko polną drogą . Spieszyli się choć nie byli w stanie określić dlaczego. Bezpodstawny  strach ściskał ich w swoich ramionach. Zaczęła się ich walka. Walka z czasem. Czasem którego z całą pewnością im brakowało. Zmartwienie ujmowało ich serca. Czas płynął szybciej niż normalnie. Musieli zdążyć, starali się zdążyć. Zobaczyli Bartka ze smętną miną prowadzącego pana ze zmarszczkami wokół oczu. Poznała jego tatę od razu. Uwielbiała go. Widziała go wiele razy na zdjęciach w domu Bartka i spotykała go gdy czuł się na tyle dobrze by zawitać w rodzinnym domu chłopaka.



Znalezione obrazy dla zapytania wschód słońca nad miastem


-----------------------------------------------------------
Szkoda że za bardzo nikt nie komentuje :( Mam nadzieję że to się zmieni. Niedługo chciałabym wam przedstawić wam nową niespodziankę.