Dodaję kolejny rodział mam nadzieję że się wam spodoba. Więcej akcji już nie długo .
-------------------------------------------------------------
Oczami Fabiana:
Nie mam pojęcia gdzie ona mogła iść. Przeszukałem całą szkołę. Nawet chłopaki pomogli. Ale zapadła się pod ziemię jak kamień w wodę. I jak ja teraz wytłumaczę dyrekcji że zgubiłem koleżankę. Boję się że ten świr Szymon coś jej zrobił. Przecież ona jest taka krucha, taka delikatna. Nie ma z nim szans w żadnej formie jakiegokolwiek starcia. W tym czasie pobiegli do mnie chłopaki tym samym skutecznie wyrywając ze stanu zamyślenia. Popatrzyłem na nich zdenerwowany.
- Znaleźliście ją? - mój głos ociekał zdenerwowaniem.
- Nie. Ale kilku uczniów widziało jak szła do lasku z Szymonem. Właściwie to wyglądało na to jakby ją ciągnął. Tak więc chyba wiemy gdzie jej szukać.
- Cholera. Nie powinienem spuszczać z niej oczu. Zabije go jak coś jej zrobi. Idziemy.
- Gdzie? - spojrzało na mnie 10 par zaskoczonych oczu. Czy oni zawsze muszą być tacy ciemni?
- Do lasku. Poszukamy ich. I w razie potrzeby stłuczemy tego kretyna.
- Dobra. Chodźcie.
Gdy byliśmy u wejścia do lasku zobaczymy jak Róża trzymała dzikie róże w ręce i śmiała się z Nim. Jej śmiech brzmiał tak czysto i beztrosk jakby nic się nie stało. A uśmiech rozświetlał bladą lecz niezwykle piękną twarz. Szli powolnym tempem w naszą stronę. Kiedy nas zobaczyli zaskoczenie odmalowało się na ich twarzach. Najbardziej na jej. Na jego zobaczyłem też coś w rodzaju irytacji.
- Co tu robicie? Wszyscy… - spojrzała na nasze wściekłe twarze. Jej głos był spokojny i uspokajający.
- Szukaliśmy cię po całej szkole. Wypytaliśmy o ciebie chyba każdego ucznia uczęszczającego do tej szkoły.Napsuliśmy sobie do cholery jasnej bardzo dużo nerwów. A ty nawet nie raczyłaś powiedzieć gdzie idziesz! Oraz z kim idziesz!
- Po pierwsze nie krzycz na mnie, nie lubię gdy ktoś podnosi na mnie głos kiedy sytuacja tego nie wymaga. Po drugie żądzę własnym życiem jak mi się to podoba i nie muszę informować ciebie o wszystkich podjętych decyzjach, które dokonuje na terenie tej szkoły. Po trzecie zostawiłam ci wiadomość na książce, którą prawdopodobnie albo zgubiłeś albo zatrzasnąłeś w książce. Po czwarte to nie moja wina że jej nie zauważyłeś lub zauważyłeś ale nie przeczytałeś ze zrozumieniem.
- Jaką wiadomość? - powiedziałem zdezorientowany. Czy mogłem przeoczyć coś tak oczywistego?
- Zobacz w książce powinna tam jeszcze być. - odpowiedziała spokojnie. - A jeśli nie to mogę ci powiedzieć o niej jeszcze raz. Choć nie widzę sensu by tego robić skoro już mnie znalazłeś i zacząłeś swoje przesłuchanie.
Rzuciłem plecak na ziemię i wyjąłem odpowiednią książkę. Pomachałem nią chwilę w powietrzu aż w końcu mała złożona karteczka się z niej wysunęła prosto pod moje nogi. Otworzyłem ją i zobaczyłem tam równe, starannie, kaligraficzne pismo, które należało do mojej podopiecznej. “MUSIAŁAM POODDYCHAĆ ŚWIEŻYM POWIETRZEM BĘDĘ NA BOISKU”. Cała złość wyparowała zamiast niej poczułem zawstydzenie. Zawstydzenie na myśl że nie zauważyłem tej cholernej kartki i narobiłem tyle paniki wokół nieistniejącego faktu.
- Przeprasza. Was oboje. - powiedziałem skruszony swoim wcześniejszym zachowanie,
- Nie masz za co. - odpowiedziała.
Szymon tylko spojrzał się na mnie bezczelnie bezczelnie uśmiechając. Złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Kiedy wpadła w moje ramiona zakryłem ją swoim ciałem odcinąjąc ją od niego i prawdopodobnego zagrożenie.Następnie powoli wycedziłem przez zęby tak jakbym informował osobę niepełnosprawną umysłowo.
- Zostaw ją w spokoju na przyszłość. Albo porozmawiamy o tym inaczej.
I odeszliśmy. Mój chód był szybki. Zawdzięczałem to moim długim nogom oraz regularnym treningom, które do lekkich nie należały. Obraliśmy kierunek na szkołę zostawiając tego idiotę w tyle. Po wejściu do szkoły wypatrzyła kogoś w tłumie i pobiegła w tą stronę. Zobaczyłem Natana i Andrew. Wpadła w ich ramiona i śmiałą się wesoło. Na mojej twarzy również pojawił się wesoły uśmiech. Opowiadała im coś wesoło a oni się z tego śmieli. Zazdrościłam im. Do mnie nigdy się tak nie uśmiechnęła. Przy mnie cały czas była nerwowa, spięta i cicha. Tylko jak ja mogłem to zmienić?
Oczami Róży:
Śmiejąc się z chłopakami podałam im dyskretnie karteczkę. Ani mój opiekun ani żaden z jego kolegów nie mógł widzieć co jest na nich napisane. Była na niej data i miejsce spotkania. Miały zjawić się na to spotkanie również wilki. To zabawne. Pomimo że ich pobratymcy zabili moją rodzinę poczułam sympatię do Szymona. Do niego jako jedynego. Jedynego z jego gatunku.
- Tylko pamiętajcie bez ludzi i będą obecne wilki. Więc niech nikt nie będzie zgryźliwy. Robimy to co do nas należy a kiedy upewnimy się że oni dla nas jak również i my dla nich nie jesteśmy zagrożeniem nie wchodzimy sobie w drogę.
- Wiem pamiętamy. Mam pytanie. Jeśli mogę oczywiście?
- Tak? - zapytałam zadziwiona. Nie wiedziałam że ktoś może mieć w tej kwestii jakieś pytania.
- Czy wiesz że twój opiekun się w tobie zakochał? Tak dodaję tylko na marginesie.
- Co? Nie on po prostu mnie pilnuje żeby mi się nic nie stało. Tak przynajmniej myślę. Pod laskiem zrobił awanturę mi i Szymonowi że on o naszym spacerze nie wiedział. To miłe tylko troszkę denerwujące.
Do końca dnia byłam spokojna i nie przejmowałam się wściekłymi spojrzeniami dziewczyn. Przez tyle lat nauczyłam się je ignorować i nie brać do serca. Wiem że jestem ładna a one uważają mnie za zagrożenie bo ściągam uwagę więcej niż jednego osobnika płci przeciwnej. W końcu znalazłam dobrego przyjaciela którym okazał się wilk i dwóch przyjaciół którzy nie oceniają mnie na podstawie moich mocy i pozycji społecznej. Nie oceniają mnie za nic co usłyszeli o mnie w naszym świecie a wiem że takie plotki istnieją ale ocenili mnie na postawie tego co sami zobaczyli.
Tydzień później.