poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Wieczna miłość potępionych dusz cz.5.1 - Spotkanie straconych dusz

Witam was oto w kolejnym rozdziale. Mam nadzieję że się będzie podobać. Zapraszam też do aktywnego komentowania. Miłego czytania.

Pozdrawiam, 
Patusia

--------------------------------------------------------------

Dwa tygodnie później:

Właśnie wyszłam ze szkoły. Z małego więzienia osób mniej lub bardziej podatnych na wiedzę. W płuca wpuściłam świeże, mroźne powietrze. Podmuch lodu przyjemnie owionął moje płuca. Musiałam pojechać jeszcze do sklepu po jedzenie dla wilków. Ciekawe czy posmakują im moje domowe przysmaki moich szczenięcych lat.Chciałabym móc jeść normalne jedzenie. Chciałabym móc poczuć chodź jeden, ostatni raz smak tych wszystkich potraw w moich ustach. Jednakże odpowiadało mi takie życie jakie prowadziłam do tej pory. Nie zmieniłabym w nim nic. Wsiadłam do samochodu i miałam już schować książki do torby kiedy usłyszałam pukanie w szybę. Odwróciłam się i zobaczyłam Fabiana. Zdziwiła mnie jego osoba tutaj ale nie chciałam być niemiła. Otworzyłam okno i uśmiechnęłam się do niego promiennie. Nie chciałam go poganiać bo mogłoby wydać się to dla niego brakiem kultury dlatego czekałam aż on zacznie temat.
  • Hej maleńka. - uśmiechnął się do mnie szeroko.
  • Hej przystojniaku. - odpowiedziałam mu swoim najpiękniejszym uśmiechem.
  • Czy miałabyś ochotę wybrać się ze mną do kina? - jego uśmiech był piękny ale mogłam się spodziewać że w końcu zaproponuje mi coś w podobnym stylu.
  • Przykro mi ale dzisiaj przyjeżdża mój brat. Chciałabym móc spędzić z nim troszkę czasu.
  • Nie możesz się zerwać?
  • Przykro mi ale nie. Umówiłam się z nim na drobną imprezę we dwoje w naszym domu już kiedy się tutaj przeprowadziłam.
  • Szkoda. - widziałam że się zasmucił. Nie lubiłam ludziom sprawiać przykrości.
  • Zapytaj jutro skarbie. A teraz przepraszam muszę jechać do sklepu. Pa. - cmoknęłam go krótko w policzek  i odjechałam.

Nie chciałam mu robić nadziei ale też zaczęło mi w pewien sposób na nim zależeć. Muszę zapytać Luca czy to źle. A jeśli tak to jak mogę to zatrzymać zanim sprawię mu niepotrzebny ból. Bo ze swoim sobie poradzę. Dojechałam szybko do domu i wypakowałam zakupy. Troszkę tego było. W swoim tempie poruszałam się po kuchni. Gotowałam różne potrawy oraz przystawki. Nie wiem co lubią a czego nie lubią wilki. Mam nadzieję że przepisy które pamiętam od wieków przypadną im do gustów. Cały dzień uwijałam się jak mrówka. Pracując ciężko nad tym by wszystko wyszło idealnie. Pierwsi zjawili się moi kochani rodzice i Luca. Stęskniłam się za nimi podobnie jak oni za mną. Byli zadziwieni mojej pracowitości ale nic na jej temat nie powiedzieli. Usiedli i cierpliwie czekali. Ciszę przecinały głosy ich rozmowy co nadało temu obrazkowy takich ludzkich, domowych dodatków. Następnie w tym samym czasie pojawił się drugi klan wraz a zaraz za nimi wataha. Zaprosiłam ich do środka. Wampirom podałam po kryształowym kielichu z czerwonym płynem a wilkołakom podawałam półmiski z przysmakami. Widać było już na pierwszy rzut oka że są nimi a raczej ich zawartością zainteresowani. Mój tata się podniósł. W odpowiednio skrojonym garniturze wyglądał przystojnie, dumnie i elegancko.

  • Wszyscy znamy swoje imiona a więc przejdźmy do konkretów. Nie chę przedłużać w nieskończoność. Każdy z nas wie po co tu jesteśmy gdyż moja córka zadbała o nawet najdrobniejszy szczegół.  - rozbrzmiał jego spokojny, przyjemny dla ucha bas.
  • Dokładnie. Chcielibyśmy żebyście nie polowali na ludzi. - rozbrzmiał drugi, równie mocny co mojego taty, ostrzegawczy głos.
  • Nie robimy tego. - oba klany odparły chórem.
Odpowiedź ta spotkała się z aprobującym pomrukiem całej watahy.
  • Co zrobimy z naszym podobieństwem? - zapytałam zaciekawiona. Naprawdę interesowało mnie niepomiernie bardzo.
  • Nie mamy innego wyjścia jak oznajmić że jesteśmy kuzynostwem. - odparł Felix. - byłam pod niezwykłym podziwem jego opanowania.
  • Czy wszyscy się z tym zgadzamy? - zapytałam ponownie.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. W końcu musieliśmy jakoś zachować sekret bez większych ofiar. Bez jakichkolwiek ofiar.

  • To co teraz? Testowanie mocy? - zapytał uradowany Luca, zacierając ręce.
Wiedziałam że ten punkt programu podobał mu się najbardziej.  Ponownie odpowiedziało mu skinięcie wielu głów w pokoju i cichy pomruk wilków. Powoli podnieśli się i skierowali do drzwi a następnie do pobliskiego lasu. Szelest materiału który wydawały bardzo stare liczące tysiąc lat sukna mające swój styl oraz dźwięk materiału męskiej części towarzyszył im do ich celu podróży. Szymon wpatrywał się w Różę zachwyconym wzrokiem. Nie kochał jej lecz dziewczyna ubrana w suknię która była o wiele starsza od niego był niesamowity. Wampiry pokazywały swoje talenty po kolei. Żadne z nich nie wahało się ujawnić przed wilkami. Po chwili została tam tylko Róża. Bała się że zrobi komuś krzywdę dlatego kazała im się cofnąć parę kroków i ona sama pokonała kilka do przodu. Wyciągnęła ręce i zamknęła oczy. Skupiła się na formowaniu obrazu z tym co chce zrobić. Kasjan również martwił się że dziewczynę poniesie i zrobi komuś nawet nieświadomie krzywdę.


(Róża)
(Mama Róży)


(Mama Natana i Andrew)

(Kasjan)