Wiem że długo czekaliście na kolejną część teraz obiecuję że będę dodawać regularnie. Kolejna już w piątek. Mam nadzieję że wam się spodoba.
Pozdrawiam Patusia.
----------------------------------
-Czy bardzo było ci smutno jak twoja babcia zmarła
kilka lat temu?
-Tak skarbie. Smutno i ciężko. Ale rzeczywistość
szybko sprowadziła mnie z powrotem na ziemię. Uświadomiła mi też że życia nie
można kupić ani przedłużyć na siłę. I tak kiedyś umrzemy. W ten czy inny
sposób.
-Kto był przy tobie?
-Nikt. Z wyjątkiem mamy i taty oczywiście. No i siostra rzecz jasna.
-Współczuję ci skarbie.
-Ale ty teraz masz mnie. Swoją mamę i brata. Moją
siostrę i mamę. Nikt nie zostawi cię z tym samej.
-Dziękuję ci.
-Byłaś przy mnie w tamtych chwilach. Teraz moja
kolej żeby być przy tobie teraz.
-Kochany jesteś.
-Staram się.
-Jesteś tylko sam o tym nie wiesz.
-Oj wiem skarbie wiem.
Bartek
pomógł dziewczynie pochować podarki do pudełka z którego niewiele wcześniej je
wyjęła. Obojgu zaburczało w brzuchu. Spojrzeli po sobie i zaczęli śmiać. Wstali
z podłogi na której do tej pory siedzieli i poszli do kuchni i zrobili sobie
coś do jedzenia. Siedząc przy stole Bartek cały czas miał spuszczony wzrok.
Wspomnienia falami napływały do jego głowy. Był smutny i zdołowany z powodu
śmierci babci Sabiny. Ona starannie starała się to ukryć swoje uczucia pod
maską miłości i zatroskania o bliskich. Musiał jej przyznać że dobrze sobie
radziła z ukrywaniem uczuć. Przez cały tydzień wszyscy przygotowali wszystko do
pogrzebu. Chcieli żeby ceremonia była idealna. Dziewczyna przez ten czas
omijała bliskich znikając wcześnie rano a wracając późno wieczorem kiedy większość
już spała lub była zajęta. Bartek był ciekawy i zaniepokojony jej codziennym
znikaniem. Jednak miał zbyt pełne ręce roboty żeby za nią pójść i sprawdzić czy
wszystko w porządku. Doriana również zjadła ciekawość. Pewnego dnia na dzień
przed złożeniem babci w ciemny, zimny dół brat wyrwał się i poszedł ze siostrą.
Ona szła zboczem góry nucąc pod nosem sobie wiadomą piosenkę. Jej droga szła
czasem w górę a czasem w dół po 10 minutach skręciła w prawo. Chłopak był
zdezorientowany. Nie wiedział gdzie jest i czego po tym miejscu ma się
spodziewać. Ale uparty by dopiąć celu szedł dalej za nią kiedy wyszli na
słoneczną łąkę smaganą podmuchami ciepłego wiatru. Ona usiadła plecami do niego
na dużym w niektórych miejscach płaskim kamieniu. Podszedł do niej bliżej.
- Piękne miejsce. – powiedział zachwycony widokiem
tysiąca rozkwitniętych kwiatów. Piękniejszego widoku od dawana nie widział .
Starał się nacieszyć nim swoje oczy. Być może po raz ostatni.
Podskoczyła
przestraszona dźwiękiem jego głosu w tym odludnym miejscu. Jednak odwróciła się
i także uśmiechnęła. Nie spodziewała się że ktoś za nią tu przyjdzie. Ale czuła
się lepiej mając tutaj brata. Mogła mu powiedzieć wszystko co leżało jej na
sercu.