niedziela, 20 listopada 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 13.1 - Wyznanie

Oczami Róży:

Równo o 19 wszyscy wyjechaliśmy w stronę domku. Nikt się nie spóźnił. Po drodze rzuciłam chłopakom wyzwanie. Kto pierwszy do zakrętu. Chłopaki spojrzeli na mnie zaskoczeni. Jednak wiedziałam że Andrew i Nathan są dobrymi kierowcami więc wszyscy mamy wyrównane szanse. Jak się spodziewałam pierwsza dojechałam chłopaki mignęli mi światłami w uznaniu. Resztę drogi pokonaliśmy bez większych ekscesów i przeszkód. Do domu dojechaliśmy koło 2 w nocy.


Chłopaki zrobili wielkie oczy na widok mojego domku. Wysiadłam i poszłam po moje rzeczy. Pokazałam chłopakom drogę do domu i poprosiłam jednego z nich żeby zabrał moje rzeczy do środka a ja wstawię samochody do garażu. Wzięłam od Nathana i Andrew kluczyki i wjechałam do garażu samochodami. Nie chciałabym żeby któryś z chłopaków nabrał ochoty na przejażdżkę w nocy po okolicy.

Kiedy weszłam do domu zastałam ciszę i pozapalane wszędzie światła. Uśmiechnęłam się tylko na to i poszłam wziąć szybką kąpiel i poszłam do swojej sypialni, która jako jedyna była zamknięta na klucz, który znajdował się w mojej kieszeni. Po drodze przy drzwiach poznajdowałam wszystkich rzeczy. Zabrałam wszystkie książki, notatki i zeszyty i weszłam do siebie do pokoju. Zaraz w nim pojawili się również chłopaki. Uśmiechnęłam się do nich i zaczęliśmy rozmawiać wampirzym szeptem żeby nie obudzić chłopaków.

Rano po kąpieli i całej toaletce zeszliśmy z chłopakami do salonu i dalej rozmawialiśmy wampirzym szeptem. Około 10 zaczęliśmy robić gofry na śniadanie dla wszystkich. Skończyliśmy niedługo przed 11. Wszyscy chłopacy powoli zaczęli się schodzić i dziękować za swoją porcję śniadania. Podałam wszystkim kawę i sama zasiadłam do wielkiego stołu.

  • A więc tak plan na dziś wygląda tak:
    • Po śniadaniu ubieracie się i idziemy na 2 godzinny spacer dotlenić szare komórki przed bardzo ciężką pracą, która nas czeka później.
    • Obiad.
    • Ostra praca.
    • Kolacja.
    • Przyjemności.
  • Ale to głupie. - zaprotestował Krzysztof.
  • Chcę skoczyć możliwie jak najszybciej nasze lekcje i inne temu takie wtedy dostaniecie klucze do siłowni, krytego basenu, sauny i salonu gier.
  • Masz to wszystko tutaj?
  • Tak w piwnicy. - uśmiechnęłam się przebiegle. - To jak podoba wam się mój plan dnia?
  • Tak. - powiedzieli wszyscy zgodnie.

W czasie spaceru pokazałam chłopakom wiele interesujących rzeczy, które tylko natura potrafi stworzyć. Widzieliśmy watahę wilków, które nie zainteresowane nami poszły dalej. I stado jeleni z kilkoma młodymi. Chłopaki patrzyli na ten widok urzeczeni. Jednak ja miałam go praktycznie na co dzień. I codziennie robiło to na mnie piorunujące wrażenie. Po niecałej godzinie marszu dotarliśmy do małego jeziorka ukrytego daleko w lesie.



Musiałam oczywiście obiecać im że przyjdziemy tutaj popływać któregoś dnia. Zapytali się czy ktoś tu kiedy zginął powiedziałam im że nie. To kłamstwo nie przeszło mi przez gardło jakoś specjalnie ciężko. Wszystkie wspomnienia wróciły. A ja zrobiłam się smutna i nerwowa. Chciałam już wracać ale chłopaki musieli porobić sobie zdjęcia. Jedynie wampiry wyczuły zmianę w mim humorze. Przynajmniej oni.

Po spacerze zjedliśmy przygotowany przeze mnie obiad. I wzięliśmy się do nauki. Oddałam chłopakom książki oraz plany jakie dla nich sporządziłam. Zadziwiło ich moje niezwykle czytelne, kaligraficzne pismo. Zabraliśmy się do pracy. Skończyliśmy późno wieczorem. Wstałam powlekłam się do kuchni i zrobiłam chłopakom kolację. Sobie jedynie wzięłam woreczek z syntetyczną krwią i przelałam do kubka kiedy nikt nie patrzył.

Chłopaki byli w szampańskich nastrojach za wyjątkiem mnie. Wymówiłam się bólem głowy i poszłam na górę do pokoju. Położyłam się i układałam sobie wszystko w głowie. Kiedy wszyscy już poszli spać poszłam do pokoju mojego ukochanego i usiadłam na brzegu łóżka. On podniósł delikatnie głowę i uśmiechnął się. Usiadłam w miejscu jego poduszki i na swoje kolana położyłam sobie puchatą poduszkę a na niej położył głowę mój ukochany. Zaczęłam go głaskać do póki nie zasnął. Głaskałam go całą  noc umarzając żeby go nie obudzić. Uwielbiałam patrzeć na jego spokojną podczas snu twarz. Chciałabym umieć spać i śnić. Chłopaki poszli na spacer i zapolować. Następnym razem pójdę z nimi.

wtorek, 15 listopada 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.13.2 - Wyznanie

Następnego dnia przyszykowałam wszystkim torby z rzeczami takimi jak ręczniki, prowiant i picie żebyśmy nie musieli się wracać do domu. Postawiłam je pod drzwiami a następnie wzięłam się za robienie śniadania dla wszystkich obecnych w domu.

Szybko pojechałam do miasta po kilka koleżanek i przedstawiłam im plan. Moim przyjaciołom wampirom przedstawiłam plan działania na który się zgodzili. Oni mieli się tam zaprowadzić resztę a ja miałam do nich dojść z dziewczynami. Mieszkają tutaj także dwie wampirzyce w moim wieku więc je ściągnę dla chłopaków o czym oni nie wiedzą. Kiedy byłyśmy już na miejscu przebrałyśmy się w stroje kąpielowe. Mój wyglądał tak.

Znalezione obrazy dla zapytania czarny strój kąpielowy dwuczęściowy

Widziałam zazdrość w oczach reszty zebranych dziewczyn. Szybko ubrałyśmy ubrania, zabrałyśmy rzeczy i ruszyłyśmy w stronę jeziora. Kiedy dotarłyśmy na miejsce chłopaki spojrzeli na nas zaskoczeni. Kiedy ściągnęłam ubrania i zostałam jedynie w stroju kąpielowym wszyscy spojrzeli na mnie z zazdrością lub porządaniem.

Weszłam na wysoką skałę i skoczyłam z niej perfekcyjnie wbijając się w wodę. Kiedy się wyburzyłam zobaczyłam jak reszta dziewczyn również zrzuciła z siebie ubrania i weszła do wody. Chłopacy od razu się nimi zainteresowali. Tak jak myślałam wampiry zainteresowały się sobą. Fabian podpłynął do mnie powoli przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Oddałam pocałunek i uśmiechnęłam się.

  • Niespodzianka się udała?
  • Oczywiście kochanie.
  • Wiedziałam. - zaśmiałam się.
  • Powiesz mi czemu wczoraj byłaś nie w humorze po powrocie z tego miejsca?
  • No dobrze. Jestem ci to winna.
  • Poniekąd.
  • Powiem ci ale nie tu. Wyjdźmy z wody i pójdźmy na spacer do lasu.
  • Dobrze.

Wyszliśmy powoli z wody, przepasaliśmy się ręcznikami i założyliśmy buty. Krzyknęłam chłopakom że zaraz wracamy i zniknęliśmy za drzewami w leśnej gęstwinie. Szliśmy powoli ja zbierając myśli a Fabian czekając aż zacznę opowieść. Pociągnęłam go za rękę do miejsca oddalonego jakiś kawałek. Kiedy nie mogłam znieść ślamazarnego tempa poprosiłam Fabiana żeby usadowił się na moich plecach. Odbiegliśmy kilka mil i znaleźliśmy się na wielkiej polanie z nagrobkiem.


Fabian zsiadł z moich pleców i powoli podeszliśmy do nagrobka. Usiedliśmy na ławeczce i zaczęłam swoją opowieść.

  • Kilkanaście lat temu około 50-60, miałam przyjaciela. Był dla mnie jak brat i bardzo przypominał mi jednego z ich. Byliśmy nierozłączni co cieszyło Kasjana bo przynajmniej na jedną osobę się otwierałam. Po pewnym czasie oddalaliśmy się od siebie a moi rodzice wiedzieli o wszystkim o czym mu mówiłam. Nie mogłam mu dłużej ufać. Powiedziała mu o tym. Wpadł w gniew. On umiał tylko bronić się błyskawicami. Chciał mnie jedną razić ale odbiłam ją w niego. Poraziła go, upadł i przestał się ruszać. Po chwili zamrugał i podniósł się. Powiedział do mnie “przyjaciele nie robią takich rzeczy, a więc nie jesteśmy od teraz przyjaciółmi. Pamiętaj że to był twój wybór i na zawsze nim pozostanie.” Rozpoczęliśmy się pojedynkować. O życie, wolność, przetrwanie. Jako że miałam cały zestaw możliwości użyłam go. Zginął nad jeziorkiem ale ja oraz jego “rodzina” nie chcieliśmy żeby jego ciało spoczęło właśnie tam więc przenieśliśmy go tutaj. Od tamtej pory tu spoczywa. Jak na wampira był bardzo młody miał tylko 90 lat. Tęsknie za nim i obwiniam się o jego śmierć ale nigdy nie pozostawił mi innego wyboru niż odebranie mu życia. Jego “rodzice” również nie mieli mi tego za złe. A nawet cieszą się że ktoś tak narwany nie zagraża już ludziom.
  • Przykro mi kochanie. Ale jego rodzina miała rację. Jeżeli zagrażał zrobiłaś słusznie posyłając go na tamten świat. Przynajmniej wiesz że teraz ludzie są bezpieczniejsi.
  • Nie są. Na świecie są dziesiątki o ile nie setki takich jak on. Musiałabym ich wszystkich wybić żeby byli bezpieczni. Ale nie dam rady tego zrobić.
  • Czemu?
  • Bo zawsze znajdzie się psychofan mordowania ludzi. To że ja i Nathan z Andrew oraz nasze rodziny tego nie robią nie oznacza że wszyscy są tacy. Poza nami spotkaliśmy nam podobnych tylko 30 rodzin. A jest ich o wiele, wiele więcej.
  • Wracajmy już. A ty zapomnij o tym nic innego nie mogłaś wtedy zrobić. I tak by tak skończył i tak. Zrobiłaś temu światu tylko przysługę.
  • Skoro tak mówisz.


Fabian wsiadł na moje plecy i wróciliśmy do reszty. Cieszyłam się że mu to wyznałam od razu poczułam się lepiej. Wiedziałam że będzie to dobra decyzja może nie przewiduję przyszłości ale mam wyostrzony instynkt, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

sobota, 5 listopada 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.12.1 - Powrót do normalności

Oczami Fabiana:

Tydzień poza szkołą szybko zleciał. Oczywiście jako najważniejsza osoba w szkole miałem dużo zaległości do nadrobienia. Organizacja koncertu szkolnego, tłumaczenie pierwszoroczniakom jak należy a jak nie wolno postępować na terenie szkoły, treningi i dogadywanie strategii na nadchodzący mecz. Z tego rozpędu zapomniałem o Róży i nadchodzącym niebezpieczeństwie. Wciągnąłem się w wir obowiązków tak bardzo że mało co go obchodziło.

Siedział właśnie nad planami koncertu i zastanawiał się jak ułożyć cały ten plan. Podeszła do niego Róża z tacą pełną jedzenia i przyglądała mu się. Wiedział że martwi się o niego i chciałaby mu jakoś pomóc ale nie chciał zawracać jej tym głowy.


  • Stało się coś? - zabrała głos jako pierwsza.
  • Nie. Ale przez te kilka dni “wakacji” mam tyle zaległości związanych z koncertem i ogólnie wszystkimi sprawami.
  • Jako że to przeze mnie to zobowiązuję się tobie z tym pomóc.
  • Nie. Naprawdę nie chcę dokładać ci więcej zmartwień.
  • Kochanie koncert szkolny przy moich zmartwieniach to pestka. Poza tym ty będziesz musiał zarwać kilka nocek a ja i tak nie sypiam więc mogę spędzić ten czas bardziej produktywnie.
  • Zrobiłabyś to dla mnie?
  • Pewnie.
  • Ale wiesz że w takim razie musiałabyś spać u mnie?
  • Mogę spać nawet kilka dni jeżeli cię to uszczęśliwi.
  • Serio? Zrobiłabyś to dla mnie? -  miałem dużo dziewczyn które wiedziały o moich obowiązkach i nie paliły się do pomocy a nawet udawały że o niczym nie mają pojęcia. Róża jest inna, wyjątkowa i za to właśnie ją kocham.
  • Pewnie. To może nie będziemy mieszkać ani u ciebie ani u mnie ale w takim domku za miastem, który kupiłam żeby mieć gdzie uciekać od rzeczywistości?
  • Zgoda to po szkole każdy jedzie do siebie zabiera rzeczy i spotykamy się pod fontanną. Tylko czyim samochodem jedziemy?
  • Moim wezmę samochód terenowy Kasjana. Będzie łatwiej tam dojechać niż normalnym samochodem.
  • Zgoda. To jesteśmy umówieni. - nachyliłem się i pocałowałem moją dziewczynę w usta. Ucieszyłem się kiedy oddała pocałunek.
  • No, no, no. Znikacie z pola widzenia na tydzień a kiedy wracacie całujecie się i w ogóle zachowujecie się jak para. - powiedział Mateusz przeżuwając bułkę i zasiadając obok mnie.
  • Stary my jesteśmy parą. A zniknęliśmy bo Róża miała małe problemy rodzinne i jako że jest moją dziewczyną chciałem jej pomóc.
  • Za dużo bierzesz sobie na głowę.
  • To samo mu mówię ale mnie nie chcę się w ogóle słuchać. - dopowiedziała moja dziewczyna.
  • Z Różą wymyśliliśmy wyjazd do jej domku za miastem na całe ferie zaczynające się od przyszłego tygodnia. Ona będzie nadrabiać materiał, którego jeszcze nie miała a ja zajmę się sprawami bieżącymi. W międzyczasie mi pomoże z organizacją niektórych rzeczy.
  • Jadę z wami. - powiedział szybko Mateusz.
  • Stary nie musisz. - odpowiedziałem
  • Gdzie jedziemy? - zapytał Troy dosiadając się.
  • Nigdzie. - odparłem z uśmiechem i spojrzałem w stronę rozbawionej Róży. Co ją tak bawi?
  • No powiedz misiaczku. - powiedział Dustin żartobliwie mnie przytulając.
  • Jedziemy do mnie do domku za miastem na całe 2 tygodnie ferii. Pomogę panu Kapitanowi nadrobić parę spraw i w międzyczasie sama troszkę po nadrabiam. Jak chcecie możecie jechać z nami. Domek jest duży pomieścimy się w nim wszyscy a nawet powiem więcej dla każdego powinien znaleźć się osobny pokój przynajmniej tak mówiło ogłoszenie.
  • To w takim razie to nie domek tylko willa.
  • Domek w porównaniu z moim domem w którym się urodziłam i w którym spędzam każdy wolny moment.
  • A więc postanowione. - powiedziałem.
  • Pojadą jeszcze moi koledzy jeśli pozwolicie. - powiedziała nieśmiało Róża.
  • Koledzy czyli kto? - zapytał Alex. W sumie to dobre pytanie.
  • Nathan i Andrew.
  • Zgoda. - powiedziałem razem z chłopakami zgodnie.
  • Gdzie i kiedy oraz jak tam się dostaniemy? - Powiedział Ian.
  • A więc ja wezmę samochód terenowy mojego taty, pojedzie ze mną Fabian, Mateusz i Troy. Z Nathanem pojedzie Krzysztof, Adam, Adrian i Alex. Z Andrew pojedzie reszta czyli Dustin, Ian, Christoph i Gabriel. Pod fontanną w mieście o 19.00. Minuta spóźnienia i jedziemy bez tej osoby.
  • Dobrze.