--------------------------------------------------------------------
Doszliśmy do klasy. Od momentu przedstawienia mi kolegów z drużyny nie odezwał się do mnie słowem. Martwiło mnie to ponieważ nie wiedziałam czy to ja czy oni coś źle zrobiliśmy. Lub czy jest na mnie zły albo raczej zawiedziony. Jego twarz nie wyrażała emocji a ja nie miałam talentu ich czytania jak niektórzy z nas. Ja byłam inna, unikalna, gdyż takiego talentu nigdy nie było a jak już się taki zdarzył to tylko z jednym nie więcej żywiołami. Mój był aż nazbyt rozwinięty. Ponadto moja uroda nawet wśród mojej rasy była niezwykle wyjątkowa. Dlatego też moja rodzina chroniła mnie najlepiej jak potrafiła. Dlatego gdziekolwiek się nie pojawię lub gdziekolwiek nie pójdę oni o tym muszą wiedzieć. Martwią się że stanie mi się coś złego. Od czasu mojej przemiany oni stali się moją rodziną =, którą na swój sposób kocham i nie chcę stracić.
- Panna Róża Harrison jak mniemam? - moje rozmyślania przerwał głos profesora.
- Tak. Dzień dobry panu. - odpowiedziałam z uśmiechem, na co mężczyzna zareagował szybszym biciem serca.
- Usiądź koło Szymona, proszę.
- Dobrze proszę pana.
- Panno Harrison…
- Tak proszę pana?
- Witamy w naszej szkole. - odpowiedział z uśmiechem.
- Dziękuję. - ponownie promiennie się uśmiechnęłam
Ruszyłam we wskazane przez nauczyciela miejsce. Usiadłam na wolnym przeznaczonym mi miejscu i wyjęłam książki do tego przedmiotu. Chciałam słuchać nauczyciela oraz lekcji którą przez wszystkie te lata przerobiłam pod różnym kątem i znam na pamięć ta że nie muszę już słuchać. Lecz musiałam zachowywać pozory. Pozory normalności. Przez nosem wylądowała mi karteczka. Zdziwiło mnie to niepomiernie że dalej na lekcjach używa się tego sposobu komunikacji. Ale w momencie kiedy koło niej wylądowały kolejne dwie przepychając pierwszą na dalszy plan wywołało to we mnie niepomierne rozbawienie. Z cichym chichotem odczytałam pierwszą z nich. “UWAŻAJ NA NIEGO!!”. Zobaczyłam że nadawcą był mój opiekun. Poznałam to ponieważ miał zmartwiony wyraz twarzy. Jego charakter pisma był schludny, jego pismo było pochylone w lewo a litery były przyjemnie zaokrąglone. Kolejna przyprawiła mnie o wewnętrzną salwę śmiechu. “JESTEŚ ZAJEBIŚCIE PIĘKNA”. Wyrazy były napisane prosto litery nie były zaokrąglone jak w pierwszej wiadomości. Pismo bbyło zwyczajne. Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam rozanielona minę jednego z mojego opiekuna kolegów. Ostatnia troszkę mnie zdenerwowała ponieważ była wysłana przez szkolnego pustaka z którym miałam się dzisiaj okazje poznać. “FABIAN JEST MÓJ!! ZNAJDŹ SOBIE INNEGO!!”. Jej pismo było dziewczęco wyraźne a literki przyjemnie zaokrąglone. Zaraz koło mojej ręki pojawiła się kartka zgięta przez mojego kolegę z ławki. Byłam zaciekawiona co jest na niej napisane. Podniosłam ją i rozwinęłam. Jej treść mnie zaskoczyła. “NIE WIEM CO O MNIE SŁYSZAŁAŚ ALE NIE WIERZ PLOTKOM. UŻYJ SWOJEGO UROKU I POZNAJ PRAWDĘ SAMA”. Zastanawiało mnie jedno: Jaka prawda? Spojrzałam na niego nic nie rozumiejąc. Chciałam żeby rozwinął mi swoją myśl o przynajmniej kilka słów. Lecz kiedy dalej siedział niewzruszony tak jakby tego liściku nigdy nie napisał postanowiłam wziąć sprawy we własne dłonie. Pochyliłam się nad nim i zapytałam go o to.
- Co miałeś na myśli pisząc ten liścik?
- Opowiem na twoje pytania po tej lekcji na ławce za szkołą przy lasku. Bądź sama.
- Dobrze. Będę.
Reszta lekcji minęła spokojnie. Nauczyciel przynudzał o materiale o którym wiedział wyłącznie ze studenckich książek a ja starałam się go słuchać po mimo wielkiego znudzenia i odrobinki rozbawienia w momentach kiedy materiał nie pokrywał się z prawdą. Z klasy wymknęłam się nie zauważona przez Fabiana lub któregoś z wielu kolegów i poszłam we wskazane przez Szymona miejsce. Czekałam tylko chwilę zaraz się obok mnie pojawił. Złapał za rękę i pociągnął w głąb lasu.
Po 10 minutach doszliśmy do małego jeziorka z wodospadem. To miejsce było na swój sposób urocze. Tutaj czułam się wolna, nie musiałam się martwić swoją prawdziwą naturą.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś?
- Wiem kim jesteś.
- Słucham?
- Jesteś wampirzycą.
- A ty kim?
- Wilkołakiem.
Cała krew odpłynęła mi z twarzy. Musiałam wyglądać okropnie w tym stanie gdyż chłopak zmrużył oczy i pochylił lekko głowę w moją stronę. Jego ciało przeszedł dreszcz jakby było mu zimno. Po chwili zamiast chłopaka stał przede mną wielki biały jak śnieg basior, ostre zębiska ujawniały się i chowały co chwilę, a ciche warczenie dobiegało moich uszu. Upadłam na ziemię nie chciałam widzieć jego, tego czym się stał ani tym kim był. Machnęłam ręką. Zaraz wokół mnie pojawiła się ziemista kula z kilkoma lukami, roznieciłam ogień i przy pomocy wody zapiekłam całą konstrukcję. Tylko niesamowita siła była w stanie ją rozkruszyć, nie śmiałam wątpić w wielką, niszczycielską siłę młodego wilka w kwiecie wieku. Leżałam skulona na ziemi i płakałam. Obejmowałam się ciasno ramionami jakby miało mnie to ochronić przed ostrymi zębiskami i pazurami wilczura. Moja reakcja musiała zaskoczyć chłopaka do wielkiego stopnia gdyż momentalnie porzucił zwierzęcą formę i wrócił do swojej normalnej ludzkiej. Zaskoczenie na jego twarzy nie było sztuczne lecz co gorsze niesamowicie prawdziwe.
- Zostaw mnie proszę. - wyszeptałam to jakby głośniejszy dźwięk mógł uszkodzić mnie lub cokolwiek innego dookoła. - Jak chcesz mnie zabić to byle szybko ale oszczędź moją rodzinę. - mówiłam szybko a oddech był urywany. Atak paniki narastał z każdą najdrobniejszą chwilą.
- Ty się mnie boisz? - odpowiedział również szeptem jak ja ale jego głos był również stłumiony przez targające nim emocje.
- A ty byś się nie bał? Równo 275 lat temu wilki zabiły mojego tatę który był wampirem i mieszkał z nami. Wilki myślały że cała rodzina jest wampirami. Prawdopodobnie przez to że nosiliśmy jego zapach co jest wiadome kiedy się przytula tatę albo kiedy on się o nas delikatnie ocierał kiedy przechodził obok. Zagryźli mojego tatę co jest zrozumiałe lecz okrutne. Był jedną z nielicznych osób które kochałam, i pomimo że go tutaj teraz ze mną nie ma nadal go kocham i trzymam w moim wolno bijącym sercu. Następnie rozszarpali moją mamę, 2 siostry i 3 braci. Widziałam to wszystko na własne oczy. A wiesz co było najgorsze? - chłopak pokiwał przecząco głową - Mój tata nie “jadł” ludzi. Karmił się zwierzętami podobnie jak ja teraz. Ja i moja nowa rodzina. Mój ojciec brzydził się zabijaniem ludzi dlatego unikał tego jak ognia.
- Przepraszam nie wiedziałam. - szepnął smutno. Wyglądał jakby było mu wstyd za śmierć mojej rodziny. Ale ja mu nie ufałam.
- Bo skąd. Wy nie słuchacie tylko od razu zagryzacie. A kiedy już wysłuchacie to i tak nie myślicie nad sensem i konsekwencjami. - machnęłam ręką a moa zasłona opadła i wtopiła się w ziemię tak jakby nigdy nie powstała.
- Zawrzyjmy układ. Moja wataha z twoim klanem.
- Zapytam się Kasjana. Dam ci odpowiedź jutro.
- Dobrze. Mam jeszcze jedno pytanie.
- Tak?
- To z tą zasłoną… Co to było?
- Kontroluję żywioły. Wiesz woda, ogień, powietrze, itd.
- Fajne. Ale dobra wracajmy już bo pewnie twój opiekun przetrząsa całą szkołę. Albo męczy nutelle.
- Tą dziewczynę co mnie zaczepiła na poprzedniej przerwie?
- Tak.