Przepraszam że nie dodawałam tak długo żadnego posta ale miałam za dużo nauki, egzaminów oraz pracy domowej z robieniem nowych zadań. Tak więc jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania kolejnych części które postaram się wstawiać w regularnych odstępach.
----------------------------------------------------------------
Oczami Luci:
Osobiście uważałem że przesadza ale kiedy zobaczyłem że serio się boi odpuściłem. Wiedziałem co to znaczy nie być pewnym swojej mocy. Sam przechodziłem przez coś podobnego na samym początku. Odeszła kilka kroków. Stanęła do nas twarzą, zamknęła oczy i wyciągnęła przed siebie ręce. Pobliskie oczko wodne podniosło się do góry a z niego wypłynął wodny wąż. Kłapiąc szczęką i wystawiając język jakby był prawdziwy pęzł do ognistego drzewa które znikąd zapłonęło kilkanaście metrów pomiędzy nami. Piął się do góry po ognistym drzewie. Woda utworzyła kolejne drzewo obok na które wspiął się ponownie wąż. Sypnęła ziemia i wodna zamieniła się w błoto, nadając wężowi oraz drzewu inny kolor. Ciemniejszy. Po chwili zerwał się wiatr i muskając mocnymi podmuchami jej rzeźbę poprawiał niedoskonałości. Niedoskonałości które pojawiły się w międzyczasie tworzenia rzeźby. Otworzyła oczy. pchnęła rękę. Ogień owinął całą strukturę utwardzając ją. Ogień tak szybko jak się pojawił tak zniknął. Rzeźba zaczęła zamarzać tworząc niesamowite wzory jakie tylko artysta mróz może tworzyć a ona ściskała pięść wymierzona w figurę. Po chwili zacisnęła i drugą i cofnęła szybko. To nie było zamrożone błoto a rzeźba ze szkła w bursztynowym kolorze. Otworzyłem szeroko oczy. Nie wiedziałem że tak umie. Nie wiedziałem że opanowała to tak dobrze. Kiedy szok zmalał ona zachwiała się na nogach i osunęła się ziemię z cichym łoskotem. Podbiegłem do niej i wziąłem ją na ręce. Pomimo że była wampirzycą i nie mogła zachorować bałem się zostawić ją bezwładnie leżącą na ziemi. Wtuliła się we mnie ufnie. Poszliśmy do domu i położyłem ją delikatnie na kanapę. Była wyczerpana iż nawet nie starała się kłócić ani dopytywać o nic. Poszedłem do kuchni po krew. To na pewno doda jej siły a jak nie to przynajmniej wzmocni i pomoże wrócić jej do siebie. Szybko wziąłem woreczek RH+ i wróciłem do salonu. Nadgryzłem folię ochronną przystawiłem woreczek do jej ust. Powoli ciecz spływała jej do gardła. Tak bardzo chciałem zamoczyć w niej usta. Języki pragnienia lizały moje gardło przy każdej kropli która opuściła ten cholerny woreczek. Ale to nie była moja kolej ani czas na jedzenie. Jeszcze nie. Nasze karmienie przerwało pukanie do drzwi. Mocne. Zdecydowane. Pokazałem wilkom jak mają się z nią obchodzić by nie zrobić jej krzywdy oraz by ona nie zraniła ich. Powoli wstałem z podłogi i podeszłem do drzwi. Kiedy je otworzyłem zobaczyłem chłopaka mniej więcej w wieku Róży. Patrzył na mnie z złością w oczach. Od razu mnie to rozbawiło. Nie wiem dlaczego. Dla zachowania pozorów szybko spiąłem się w sobie i przybrałem maskę zaciekawionego domownika.
- W czym mogę pomóc? - przemówiłem oficjalnie co w tej sytuacji było naprawdę trudno gdy tak bardzo chciało mi się śmiać
- Jest może Róża?
- Jest na górze w toalecie.
- Czy mogę na nią tu zaczekać?
- Poproszę ją żeby się do ciebie odezwała.
- Kto to? - usłyszałem za plecami jej melodyjny głos.
- Nie wiem, nie przedstawił się.
- Fabian. Mam na imię Fabian.
- Luca. Jestem bratem Róży. Wejdź.
Kiedy chłopak wszedł obserwowałem go uważnie. Analizowałem każde słowo, każdy est, każdy wdech i uderzenie serca. Nie podobał mi się. Róża przytuliła się do niego a bezgłośnie powiedziała mi że go nie zapraszała i że bardzo za to przeprasza. Kazała również wracać do obrad a ja jej później wszystko przekażę z najdrobniejszymi szczegółami. Kiwnąłem głową. Zgadzałem się z jej tokiem rozumowania. Bo przecież nie wykopie go za drzwi ze słowami “sorry wróć kiedy indziej Róża ma okres”. Lub w ogóle bez jakichkolwiek wyjaśnień. To by postawiło nas na straconej pozycji. Powróciłem do salonu i słuchałem rozmowy o dietach i równocześnie nasłuchiwałem o czym rozmawiają. Nie mogłem pozwolić zranić mojej małej siostrzyczki. Za żadną cenę.