Oczami Róży:
Jestem na miejscu, mój nowy dom. Ciekawe ile tutaj pomieszkamy i czy spotkam kogoś interesującego. Muszę się pospieszyć jutro mam pierwszy dzień szkoły a jeszcze muszę rozpakować rzeczy.
Wniosłam wszytko do domu i z daleka od ciekawskich oczy zaczęłam poruszać się po wampirzemu. To zajmuje dużo mniej czasu. Pewnie tak jak ostatnio “rodzice” przyjadą rano kiedy będę w szkole. Czas szybko leci. Kiedy spojrzałam na zegarek była 5:30 poszłam pod prysznic by wziąć szybką kąpiel i wyglądać świeżo. Stojąc pod strugami zimnej wody, która spływała po moim ciele czułam się lepiej. To zawsze mnie relaksowało tym razem też się udało. Wróciłam do pokoju owinięta ręcznikiem. Szybko przebrałam się w czarne rurki i bluzkę z lekkim dekoltem i krótkim rękawem. Postanowiłam założyć do tego skórzaną kurtkę. Lekkim make-up’em podkreśliłam swoją nietypową urodę. Ciekawa jestem kim jest mój opiekun. Słyszałam że jest przystojny i dobrze się uczy. Może doprowadzę tą znajomość do przyjaźni? Spakowałam butelkę z drugim śniadaniem do torby i kilka innych drobiazgów. Musiałam się pospieszyć bo pewnie ktoś będzie na mnie czekać. Podróż do szkoły minęła mi zaskakująco szybko. Zaparkowałam blisko wejścia do szkoły. Cholera jak ja w tak wielkim budynku znajdę tą przeklętą recepcję? Poczułam że ktoś za mną staje. Odwróciłam się i zobaczyłam 2 przystojnych chłopaków. Pierwszy był wyższy, dobrze zbudowany szatyn o piwnych oczach, kształtnie wykrojone różane usta rozciągnięte w lekkim uśmiechu, ukazujące śnieżnobiały prosty zgryz. Drugi był niższy, jasny blondyn, jego budowa była równie muskularna co pierwszego, zielone przenikliwe oczy lustrowały moją sylwetkę a na blado malinowych ustach błąkał się delikatny uśmiech. Zęmby miał śnieżnobiałe i proste jak malutkie perełki. Wiatr zawiał i wraz z nim poczułam słodki zapach wymieszany z drogą wodą po goleniu. Poczułam jak moje mięśnie się napinają. Nie uszło to uwadze mężczyzn stojących prze mną. Stali tam bowiem moi pobratymcy. Postanowiłam udawać że o tym nie wiem.
* Cześć ty pewnie jesteś ta nowa. Zgadza się? - powiedział głębokim głosem szatyn.
* Oczywiście. W rzeczy samej. - odpowiedziałam z uśmiechem.
* Skąd przyjechałaś? - zapytał blondyn.
* Z Los Angeles
* Masz dziwny akcent. Skąd pochodzisz?
* Z Francji. Ale przez pracę rodziców podróżuję po całym świecie.
* To bardzo ciekawie.
Wtedy wiatr zawiał ale tym razem na moje nieszczęście w ich stronę. Kiedy wyczuli mój zapach ich oczy pociemniały. Z piersi starszego wyrwało się ciche warknięcie. Nie wiem dlaczego ale poczułam się zagubiona i przestraszona. Ta cała sytuacja mnie przerastała.
Blog został stworzony by każdy miłośnik romantycznych historii znalazł coś dla siebie. Historie będą dodawane regularnie około 2 czasami nawet 3 razy w tygodniu. Niektóre będą miały tylko jedną część inne kilkanaście. Mam nadzieję trafić w gusta nawet najbardziej wyrafinowanego czytelnika. Zapraszam po więcej historii na stronę http://www.opowi.pl/katalog
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Wieczna miłość potępionych dusz cz.2.2
Przepraszam wiem że dawno nie było żadnego rozdziału ale święta później nowy rok a teraz szkoła. I non stop tylko sprzątanie , gotowanie i zmywanie i tak w kółko za to nienawidzę świąt. Chciałabym wam życzyć udanego roku 2016 i oby był lepszy niż poprzedni. Nie przedłużam więcej życzę miłego czytania i aktywnego komentowania.
------------------------------------
* Odejdź stąd. Do póki jeszcze może. - warknął młodszy.
* Nie karmię się ludźmi jeśli o to ci chodzi.
* A czym?
* Zwierzętami lub krwią syntetyczną którą dostaję od taty w krytycznych sytuacjach.
* Trzymamy cię za słowo.
* Mam pytanie.
* Zamieniamy się w słuch.
* Skoro jesteśmy tak podobni to może byśmy trzymali się razem?
* Popieram ten pomysł.
* Ja również go popieram. - odezwał się milczący do tej pory starszy z braci.
* Czy moglibyście zaprowadzić mnie do recepcji?
* Jasne. Po co tam idziesz?
* Mój opiekun tam będzie, dostanę również plan i resztę rzeczy, których potrzebuje.
* Chodźmy więc.
Szliśmy powoli w głąb szkoły. Po kilku minutach doszliśmy do długiego biurka przy którym siedziała starsza pani przyprószona siwizną. Miała miłą, łagodną twarz, duże brązowe oczy ukryte za małymi szkłami w prawkach w mahoniowym kolorze. Podeszłam do niej i uśmiechnęłam się promiennie. Kobieta również odpowiedziała mi uśmiechem.
* W czym ci mogę pomóc skarbie?
* Dzień dobry. Jestem tu nowa to mój pierwszy dzień. Miałam się pani stawić po klucz do szafki, plan lekcji, książki i opiekuna.
* A tak. Róża?
* Tak proszę pani.
Kobieta wstała i podeszła do szarej szafki otworzyła jedną z szuflad i wyciągnęła z niej stosik książek przewiązanych tasiemką oraz kopertą z moim imieniem na górze. Podeszła do mnie i podała mi je. Następnie otworzyła szufladę tym razem niebieską i wyciągnęła z niej dwa klucze na srebrnym kółeczku. Podała mi je z uśmiechem.
* Dziękuję.
* Nie ma za co skarbie. Koperta na górze to twój nowy plan lekcji. Twój opiekun już powinien tutaj być.
Jak na zawołanie do recepcji wbiegł chłopak w moim wieku. Blond włosy były roztrzepane przez wiatr a długa grzywka opadała mu na niebieskie jak letnie niebo oczy. Miał atletyczną sylwetkę i małe ale piękne, pełne, malinowe usta. Na twarzy malowało się zdenerwowanie.
* Dzień dobry pani Elu. - wysapał starając się uspokoić oddech.
* Dzień dobry Fabianku. To jest Róża, twoja podopieczna. Mam nadzieję że się nią dobrze zajmiesz.
* Obiecuję że jak najlepiej.
Jego obietnica podniosła mnie a duchu. Naprawdę nie chciałam pytać obcych ludzi o pomoc w dotarciu do klasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)