środa, 18 listopada 2015

Lekcja Życia cz.45

Wiem że długo czekaliście na kolejną część teraz obiecuję że będę dodawać regularnie. Kolejna już w piątek. Mam nadzieję że wam się spodoba. 
Pozdrawiam Patusia.


----------------------------------

-Czy bardzo było ci smutno jak twoja babcia zmarła kilka lat temu?
-Tak skarbie. Smutno i ciężko. Ale rzeczywistość szybko sprowadziła mnie z powrotem na ziemię. Uświadomiła mi też że życia nie można kupić ani przedłużyć na siłę. I tak kiedyś umrzemy. W ten czy inny sposób.
-Kto był przy tobie?
-Nikt. Z wyjątkiem mamy i taty oczywiście.  No i siostra rzecz jasna.
-Współczuję ci skarbie.
-Ale ty teraz masz mnie. Swoją mamę i brata. Moją siostrę i mamę. Nikt nie zostawi cię z tym samej.
-Dziękuję ci.
-Byłaś przy mnie w tamtych chwilach. Teraz moja kolej żeby być przy tobie teraz.
-Kochany jesteś.
-Staram się.
-Jesteś tylko sam o tym nie wiesz.
-Oj wiem skarbie wiem.
Bartek pomógł dziewczynie pochować podarki do pudełka z którego niewiele wcześniej je wyjęła. Obojgu zaburczało w brzuchu. Spojrzeli po sobie i zaczęli śmiać. Wstali z podłogi na której do tej pory siedzieli i poszli do kuchni i zrobili sobie coś do jedzenia. Siedząc przy stole Bartek cały czas miał spuszczony wzrok. Wspomnienia falami napływały do jego głowy. Był smutny i zdołowany z powodu śmierci babci Sabiny. Ona starannie starała się to ukryć swoje uczucia pod maską miłości i zatroskania o bliskich. Musiał jej przyznać że dobrze sobie radziła z ukrywaniem uczuć. Przez cały tydzień wszyscy przygotowali wszystko do pogrzebu. Chcieli żeby ceremonia była idealna. Dziewczyna przez ten czas omijała bliskich znikając wcześnie rano a wracając późno wieczorem kiedy większość już spała lub była zajęta. Bartek był ciekawy i zaniepokojony jej codziennym znikaniem. Jednak miał zbyt pełne ręce roboty żeby za nią pójść i sprawdzić czy wszystko w porządku. Doriana również zjadła ciekawość. Pewnego dnia na dzień przed złożeniem babci w ciemny, zimny dół brat wyrwał się i poszedł ze siostrą. Ona szła zboczem góry nucąc pod nosem sobie wiadomą piosenkę. Jej droga szła czasem w górę a czasem w dół po 10 minutach skręciła w prawo. Chłopak był zdezorientowany. Nie wiedział gdzie jest i czego po tym miejscu ma się spodziewać. Ale uparty by dopiąć celu szedł dalej za nią kiedy wyszli na słoneczną łąkę smaganą podmuchami ciepłego wiatru. Ona usiadła plecami do niego na dużym w niektórych miejscach płaskim kamieniu. Podszedł do niej bliżej.
- Piękne miejsce. – powiedział zachwycony widokiem tysiąca rozkwitniętych kwiatów. Piękniejszego widoku od dawana nie widział . Starał się nacieszyć nim swoje oczy. Być może po raz ostatni.

Podskoczyła przestraszona dźwiękiem jego głosu w tym odludnym miejscu. Jednak odwróciła się i także uśmiechnęła. Nie spodziewała się że ktoś za nią tu przyjdzie. Ale czuła się lepiej mając tutaj brata. Mogła mu powiedzieć wszystko co leżało jej na sercu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz