wtorek, 7 lipca 2015

Lekcja Życia cz.14

Jej serce i żołądek ściskał niewyobrażalny strach, ręce trzęsły się jak w delirium, drgania powoli przechodziły na resztę ciała. Przez głowę po raz kolejny dzisiejszego dnia przechodziły tysiące myśli, pytań i scenariuszy wypadku. Kto tam był? Co się stało? W jakim jest stanie? Postąpiła kilka kroków i weszła do małej seledynowej salki skąpanej w mroku pomimo słonecznego dnia. Jakby widmo śmierci spowiło tą salę w mroku obietnicy zabrania kogoś daleko ze sobą. Poczuła tam zapach moczu, gipsu i potu. Jej oczom ukazały się masywne szpitalne łóżka. Na jednym z nich leżał chłopak z ręką i nogą w gipsie. Patrzył na nią z uwielbieniem i podziwem. Jednak ona nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Na następnych dwóch leżało dwóch następnych chłopaków w podobnym stanie do pierwszego. Lecz gdy popatrzyła na ostanie gula przerażenia stanęła jej w gardle. Bartek zakryty kołdrą do ramion patrzył na nią spod na wpół zamkniętych powiek. Urządzenie monitorujące jego bicie serca przyspieszyło. Podobnie jak oddech. Podeszła do niego powoli i usiadła na krześle obok jego łóżka. Pogłaskała go czule po policzku. Po jej własnym spłynęły samotnie tak jak ona przez ostatnie dni łzy. By złączyć się ponownie razem na jej brodzie tak jak oni teraz. Otworzył szerzej oczy.
-Przepraszam – powiedziała płaczliwie.
-Ale za co mnie przepraszasz aniołku? – powiedział zachrypniętym, zdziwionym głosem. Podniósł ręce i starł jej łzy z obu policzków.
-Za to że cię wtedy zostawiłam. Nie powinnam była tego robić. Przepraszam. To moja wina że tu jesteś. – poczucie winy brało w niej górę.
-Skarbie to nie twoja wina. Ale tylko i włącznie moja. Nie uważałem na ulicy kiedy za tobą wybiegłem. Stało się. Nic mi nie będzie. – powiedział przerywając chwilę milczenia pomiędzy nimi.
Jej wzrok który spoczął na nim jednak tylko utwierdził go w przekonaniu. Ona my nie uwierzyła. Musiał opowiedzieć cała historię od początku czego naprawdę nie chciał. Nie chciał sprawiać jej tym więcej bólu.
-Kiedy po naszej rozmowie wybiegłaś z parku byłem smutny. Ale zaraz pobiegłem za tobą. Moja kuzynka tego nie zrozumiała. Właściwie to chciała żebym został. Ja nawet nie próbowałem jej tego wyjaśnić. I tak by nie zrozumiała… Wybiegłem na ulicę. Reakcja kierowcy była wolna. Zbyt wolna. Nie zdążył zahamować. Po uderzeniu straciłem przytomność. Obudziłem się dzień później. Tutaj. Nasze mamy siedziały obok mojego łóżka. Każdy ruch sprawiał mi niezwykle dużo cierpień. Przez 4 dni miałem same operacje. Wyglądałem tragicznie. Poprosiłem twoją mamę telefonicznie aby zorganizowała ci jakiś wyjazd. Żebyś przy tym nie była. Żebyś nie oglądała mnie w takim stanie. Wiem że mnie kochasz i chciałabyś tu być ale nie zniósł bym myśli żebyś widziała co oni robili mi przez cały czas. Za bardzo cię kocham żeby skazywać cię na takie widoki. Przepraszam kochanie.
Po tych słowach Sabina bez słowa wstała i skierowała się w stronę wyjścia. Jednak zanim doszła do drzwi zakręciło jej się w głowie i osunęła się bezwładnie na ziemię.



-------------------------------------------------------------------------
Jeśli macie jakieś pytanie dotyczące bloga lub  opowiadania proszę kierujcie je na mój numer gg:
33198853
Lub na mojego e maila:
pati98-10-14@wp.pl 
Odpowiedzi na wasze pytania zostaną jak najszybciej udzielone. Proszę nie wysyłać wiadomości chamskich i bezsensownych, które zajmują tylko mój czas, Raz na jakiś czas będę pisała wasze pytania i odpowiadała na nie jeśli będziecie chętni. :) Pozdrowienia Patka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz