Ten dzień zapowiadał się tak samo jak każdy inny. Leżąc na podłodze patrząc na szarą, odrapaną ścianę lub sufit. Celę przydzielono jej lata wcześniej. Jeszcze kiedy jej rodzice żyli. Nie wie ile czasu spędziła już w tym miejscu. Ale pamięta wszystkie projekty i eksperymenty, które Hydra przeprowadzała w całym swoim istnieniu. Ona była ich zabezpieczeniem przed utratą danych. Ona umiałaby napisać dokłądnie ti samo co było zawarte we wszystkich raportach. Zrobić dokładne rysunki. Wszystko było zapisane w jej pamięci a ona mogła to wszystko łatwo przywołać.
Nienawidziła tego miejsca. Miejsca przepełnionego bólem, cierpieniem, złem, żalem. Próbowała wyobrazić sobie uczucie wiatru, słońca, deszczu lub śnieg na jej małej bladej twarzy ale nie mogła gdyż nigdy tego nie doświadczyła. Żaden agent który pracował w terenie i miał styczność z jej osobą nie zwracał na to uwagi przez to nie umieli jej tego opisać. Ich opisy były krótkie, niedokładne, nieskładne.
Za drzwiami usłyszała szybkie, ciężkie kroki. Ktoś biegł. Czyżby któryś z obiektów się zbuntował. Osobiście martwiła się żeby tylko to nie był Zimowy. Jedyna osoba która obdarowywała ją uśmiechem przez całe jej życie, pilnowała jej bezpieczeństwa. Tak dobrze rozumiesz. On był jej osobistym ochroniarzem na wypadek ataku na bazę w momentach kiedy był na misji opiekowała się nią kobieta. Ona również była jednym z obiektów.
Wstała i usiadła na przeciwko drzwi. Słyszała cichnące strzały i głuche uderzenia. Po chwili drzwi do jej pokoju odleciały do tyłu. Gdzie jest Zimowy? Do pomieszczenia wszedł blond włosy mężczyzna w niebieskim kostiumie i tarczą. Zobaczywszy go skuliła się przestraszona. Mężczyzna podszedł do niej i ukląkł.
- Nie bój się mnie nie zrobię ci krzywdy. Pójdziesz ze mną?
- Nie. - odpowiedziała cicho ledwo słyszalnie.
- Czemu? - zapytał troskliwie.
- Bo skrzywdzisz mnie jak oni.
- Nie skrzywdzę. Ze mną będziesz bezpieczna.
- Dasz mi swoje uroczyste słowo?
- Tak. Daję ci moje uroczyste słowo że nie skrzywdzę cię jak również przy mnie będziesz bezpieczna i nie dam innym cię skrzywdzić. Pójdziesz ze mną?
- Dobrze.
Mężczyzna wziął jej wychudzone ciało a ręce. Ona dama oplotła drobnymi rączkami jego szyję. Wyszli razem z celi. Kapitan broniąc ich tarczą dotarł do wyjścia z bazy. Czekała tam na niego grupa uzbrojonych ludzi na których widok się przytuliła mocniej do Kapitana. Jak również stał tam jej opiekun. Obiekt nr 1. Jak już wcześniej było powiedziane miała ponadprzeciętną inteligencję. Przez to rozumiała że Obiekt 1 jest jej jedyną znajomą i bezpieczną rzeczą. Wszyscy popatrzyli na nią zaskoczeni.
- Steve po co ci to dziecko? - zapytał zaciekawiony jej osobą Stark.
- Znalazłem ją w jednej z najbardziej strzeżonych w bazie cel. Nie mogłam jej tam zostawić. - odpowiedział blondyn spokojnie.
- On ma rację Tony. Nie mógł jej tam zostawić. - powiedziała Natasha.
- To prawda nie mógł jej tam zostawić. Ale z drugiej strony nie wiadomo jakie eksperymenty na niej przeprowadzali. - powiedział Hawkey.
- Powiem wam. Wszystko co chcecie. Ale nie chcę tam wracać z powrotem. - powiedziała płaczliwie. Dwie małe łezki niczym kryształki potoczyły się leniwie po jej policzkach przecierając szlak dla nowych łez.
- Dobrze. Jedzie z nami ale musimy ruszać bo zaraz zaroi się tu od kolejnych agentów. - zdecydował wreszcie Tony, ucinając ich dyskusję.
Wszyscy wsiedli do samolotu. Dziewczyna zeszła z rąk Kapitana i podeszła do zakutego w ciężkie kajdany Obiektu pierwszego. Usiadła na jego kolanach i wtuliła w jego klatkę piersiową. Po krótkim momencie zasypiając. Jego spokojne, miarowe bicie serca i bezpieczne ramiona obejmując ją delikatnie kołysały ją do snu. Wszyscy obecni na pokładzie samolotu spojrzeli na dziewczynę z podziwem i nutką obawy. Ramiona Zimowego Żołnierza zacisnęły się niej opiekuńczo zapewniając spokojny sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz