niedziela, 5 lipca 2015

Lekcja Życia cz.13

-Tak i chce się widzieć z jakąś Sabiną.
-Czy mogę do niego zajrzeć?
-Tak. Oczywiście. Właściwie to wygląda jakby czekał na panią.
-Dziękuję.
Mama Sabiny weszła do sali szpitalnej. Zobaczyła tam Bartka leżącego na łóżku. Zakryty był cienką niebieską kołdrą. Patrzył się tępym wzrokiem  w sufit. Na dźwięk kroków odwrócił głowę w stronę Anity. Na jej widok uśmiechnął się delikatnie i poruszył niespokojnie na łóżku. Czekał chwile wpatrzony w drzwi. Jednak ona nie weszła. Zalała go fala rozpaczy i rozczarowania. Dlaczego jej nie ma? Już jej na nim nie zależy?
-Gdzie jest Sabina? – zapytał zrozpaczonym, zachrypniętym głosem.
-Nie powiedziałam jej jeszcze o tym. Chcę ją lepiej przygotować. Na jakiś czas wyjechała do cioci. Tak będzie lepiej wszystkim. A przede wszystkim dla niej.
-Szkoda. A wiesz ciociu kiedy wróci? Tęsknię za nią.
-Za 4 ni. Uwierz mi proszę że ona też była smutna cały czas wczoraj. Jednak skłamałam jej o pewnej rzeczy.
-Jakiej?
-Skłamałam że zostanie tam na tydzień.
-Wiesz ciociu?
-Co takiego?
-Zmęczony jestem. – jego senny, zachrypnięty głos przebijał się ledwo ponad brzękiem maszyn medycznych monitorujących jego stan.
-Śpij skarbie. Obiecuję ci że ona tu za niedługo przyjdzie. – powiedziała szeptem ciocia Anita, głaszcząc go po policzku.
-Dziękuję. – powiedział sennie a jego oczy z ulgą zamknęły się w błogim śnie.

Przez 4 dni dziewczyna chodziła smutna i przygnębiona. Cały czas sprawdzała telefon oraz emaila czy nie napisał. Myślała cały czas o nim oraz o tym czego się do niej nie odzywa. Czy on także o niej myśli? Czy rzeczywiście ją kocha? Co teraz robi i gdzie jest? Tymczasem on leżał smętny i myślał o swoim aniołku. Po 4 dniach ciocia przyszła do dziewczyny i kazała jej spakować swoje rzeczy. Siostra mamy Magda powiedziała jej także że jadą do szpitala. Magda poinformowała ją że na miejscu jest już jej mama. Lecz nie powiedziała nic więcej o owej wizycie. Przez głowę przeciskało się jej tysiące myśli. Jednak nie dowiedziała się kto tam był. Trzęsącymi się rękami pakowała swoje ubrania. Brzuch ścisnął jej się w bolesny węzeł. Następnego dnia pojechały do szpitala. Szły białym smutnym korytarzem. Śmierć, ból smutek o rozpacz na zawsze wbiły się w białe sterylne ściany. Mijając po drodze salę po sali. W każdej z nich był ktoś kto bardzo potrzebował opieki medycznej. Smutni czekający na powrót do rodzin. Cioci zatrzymała się pod jednym z pokoi. Wzięła głęboki wdech i odsunęła się w bok żeby ją przepuścić jako pierwszą.




-------------------------------------------------------------------------
Jeśli macie jakieś pytanie dotyczące bloga lub  opowiadania proszę kierujcie je na mój numer gg:
33198853
Lub na mojego e maila:
pati98-10-14@wp.pl 
Odpowiedzi na wasze pytania zostaną jak najszybciej udzielone. Proszę nie wysyłać wiadomości chamskich i bezsensownych, które zajmują tylko mój czas, Raz na jakiś czas będę pisała wasze pytania i odpowiadała na nie jeśli będziecie chętni. :) Pozdrowienia Patka.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz