-Tak i chce się widzieć z jakąś Sabiną.
-Czy mogę do niego zajrzeć?
-Tak. Oczywiście. Właściwie to wygląda jakby
czekał na panią.
-Dziękuję.
Mama
Sabiny weszła do sali szpitalnej. Zobaczyła tam Bartka leżącego na łóżku.
Zakryty był cienką niebieską kołdrą. Patrzył się tępym wzrokiem w sufit. Na dźwięk kroków odwrócił głowę w
stronę Anity. Na jej widok uśmiechnął się delikatnie i poruszył niespokojnie na
łóżku. Czekał chwile wpatrzony w drzwi. Jednak ona nie weszła. Zalała go fala
rozpaczy i rozczarowania. Dlaczego jej nie ma? Już jej na nim nie zależy?
-Gdzie jest Sabina? – zapytał zrozpaczonym,
zachrypniętym głosem.
-Nie powiedziałam jej jeszcze o tym. Chcę ją
lepiej przygotować. Na jakiś czas wyjechała do cioci. Tak będzie lepiej
wszystkim. A przede wszystkim dla niej.
-Szkoda. A wiesz ciociu kiedy wróci? Tęsknię za
nią.
-Za 4 ni. Uwierz mi proszę że ona też była smutna
cały czas wczoraj. Jednak skłamałam jej o pewnej rzeczy.
-Jakiej?
-Skłamałam że zostanie tam na tydzień.
-Wiesz ciociu?
-Co takiego?
-Zmęczony jestem. – jego senny, zachrypnięty głos
przebijał się ledwo ponad brzękiem maszyn medycznych monitorujących jego stan.
-Śpij skarbie. Obiecuję ci że ona tu za niedługo
przyjdzie. – powiedziała szeptem ciocia Anita, głaszcząc go po policzku.
-Dziękuję. – powiedział sennie a jego oczy z ulgą
zamknęły się w błogim śnie.
Przez
4 dni dziewczyna chodziła smutna i przygnębiona. Cały czas sprawdzała telefon
oraz emaila czy nie napisał. Myślała cały czas o nim oraz o tym czego się do
niej nie odzywa. Czy on także o niej myśli? Czy rzeczywiście ją kocha? Co teraz
robi i gdzie jest? Tymczasem on leżał smętny i myślał o swoim aniołku. Po 4
dniach ciocia przyszła do dziewczyny i kazała jej spakować swoje rzeczy.
Siostra mamy Magda powiedziała jej także że jadą do szpitala. Magda
poinformowała ją że na miejscu jest już jej mama. Lecz nie powiedziała nic
więcej o owej wizycie. Przez głowę przeciskało się jej tysiące myśli. Jednak
nie dowiedziała się kto tam był. Trzęsącymi się rękami pakowała swoje ubrania.
Brzuch ścisnął jej się w bolesny węzeł. Następnego dnia pojechały do szpitala.
Szły białym smutnym korytarzem. Śmierć, ból smutek o rozpacz na zawsze wbiły
się w białe sterylne ściany. Mijając po drodze salę po sali. W każdej z nich
był ktoś kto bardzo potrzebował opieki medycznej. Smutni czekający na powrót do
rodzin. Cioci zatrzymała się pod jednym z pokoi. Wzięła głęboki wdech i
odsunęła się w bok żeby ją przepuścić jako pierwszą.
-------------------------------------------------------------------------
Jeśli macie jakieś pytanie dotyczące bloga lub opowiadania proszę
kierujcie je na mój numer gg:
33198853
Lub na mojego e maila:
pati98-10-14@wp.pl
Odpowiedzi na wasze pytania zostaną jak najszybciej udzielone. Proszę nie
wysyłać wiadomości chamskich i bezsensownych, które zajmują tylko mój czas, Raz
na jakiś czas będę pisała wasze pytania i odpowiadała na nie jeśli będziecie
chętni. :) Pozdrowienia Patka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz