-----------------------------------------------
Oczami Róży:
Zwymyślałam się w myślach od najgorszych. Jak mogłam się zachować tak nieodpowiedzialnie. Teraz pewnie będzie przeze mnie chory. No super lepiej być nie mogło. Weszliśmy powoli do domu. Od razu swoim szybkim tempem rozebrałam go z mokrych ubrań i ubrałam w suche, zawiązałam ręcznik na głowie i zaniosłam do łóżka opatulając go ciepłym kocem. Był zdziwiony ale przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Powiedziałam do mojej rodziny i przyjaciół żeby mieli na niego oko a ja wrócę ponownie za kilka godzin. Wyszłam z domu musiałam sprawdzić czy okolica jest bezpieczna. Po drodze spotkałam Luce.
- Dlaczego go tutaj ze sobą zabrałeś?
- On cie kocha Róża.
- Nie, nie kocha. A nawet jakby to wcześniej byłam w stanie go uratować przed śmiercią lub zmianą. Teraz już nie.
- Musimy mu to powiedzieć zasługuje na to.
- Wiem że zasługuje. Ja tylko nie chciałam go w to mieszać tak jak wmieszano w to nas.
- Wiem. Ale może w końcu odnajdziesz spokój, miłość i zrozumienie.
Przytuliłam się do brata i wdychałam jego zapach. Uspokoiłam swoje rozchwiane obecnością Fabiana emocje. Czas decyzji przyszedł teraz a ja wiem jaką podejmę. Może nie będzie to najłatwiejsza dla mnie decyzja ale na pewno nie pociągnie to za sobą żadnych trupów w postaci mnie i mojej oraz Fabiana i jego rodziny.
- Wiem co muszę zrobić. Zrobię to dla bezpieczeństwa nas wszystkich.
- Zuch dziewczyna. - posłał mi swój zadziorny uśmieszek co przyprawiło mnie o dobry humor i salwę śmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz