Chciała zostać sama. Tylko ona i jej myśli.
Po chwili rozległo się ciche pukanie do drzwi. Stanęła w nich jej
rodzicielka dziewczyna zobaczyła zmartwioną twarz i strach rzucający cień na
jej piękne oczy koloru szmaragdu. Ta widząc łzy córki podeszła do niej bez słowa
i wzięła ją w objęcia. Płakała w ramionach rodzica aż w końcu znużona tym
zasnęła. Następnego dnia została wysłana po zakupy. Po drodze zastanawiała się
czy nie przeprowadzić się gdzieś indziej. Uznała że jeden chłopak nie był tego
wart ale to był jedyny sposób żeby się na niego nie natknąć. Dojście do sklepu
i zakupy nie zabrały jej dużo czasu. A nawet mniej niż sama by się do tego
przyznała. Kiedy szła z psem i dalej rozmyślała nad przeprowadzką kątem zobaczyła
po przeciwnej stronie ulicy Bartka. Oglądał się dookoła jakby kogoś szukał.
Czyżby jej? Sabina zwiesiła głowę żeby chłopak nie zauważył jej oraz idącej
obok suczki. Po kilkunastu minutach już była przy domu nie zauważyła jednak że
Bartek szedł cały czas za nią. A on był za daleko by zobaczyć dokładnie do
którego domu weszła blondynka. Obiecał sobie że przejdzie tam z samego rana i
zobaczy gdzie dokładnie ona mieszka. Następnego dnia czekał blisko domu Sabiny.
Drzwi w jednym z otworzyły się a chłopak zobaczył w nich kobietę z jej
pieskiem. Poszedł do niej i zapytał:
-Dzień dobry. Czy jest pani mamą Sabiny?
-Tak a co się stało? W czym mogę pomóc?
-Mam na imię Bartek. Nic nie chciałem się
tylko dowiedzieć dlaczego wczoraj wieczorem nie było jej w parku na spacerze z
psem.
-Przykro mi ale Sabina jest chora i tymczasem
nie może wyjść na dwór.
-Aha. Dziękuję. Czy mógłbym panią wyręczyć
wezmę Sarę na spacer. Obiecuję ją później przyprowadzić z powrotem do domu.
-Dziękuję ci. – odpowiedziała mama dziewczyny
z uśmiechem i nutą wdzięczności w głosie.
-Nie ma problemu. Czy jak wrócę ze spaceru
będę mógł do niej zajrzeć?
-Oczywiście że tak.
-Komu w drogę temu czas. Obiecuję za niedługo
wrócić.
-Dobrze, do zobaczenia. I bądź ostrożny.
Przez dwie godziny Bartek chodził z psami po parku. Ale
jego myśli zamiast z psami wędrowały gdzieś po domu właścicielki jednego z
pupili. Bardzo chciał do niej pobiec ile sił w nogach. Ale powolne tempo
zmęczonych dokazywaniem psów spowalniało go. Po kilkunastu minutach doszedł do
domu i zapukał do drzwi. Natychmiast ujrzał w nich uśmiechniętą twarz swojej
wcześniejszej rozmówczyni. Zaprosiła go do środka pokazała mu gdzie ma powiesić
kurtkę i odstawić buty a sama zaczęła zdejmować psom smycze. Poprosiła także
żeby mówił on do niej „Ciociu Anito”. Po poinstruowaniu go wskazała mu drogę do
pokoju córki.
-------------------------------------------------------------------------
Jeśli macie jakieś pytanie dotyczące bloga lub opowiadania proszę kierujcie je na mój numer gg:
33198853
Lub na mojego e maila:
pati98-10-14@wp.pl
Odpowiedzi na wasze pytania zostaną jak najszybciej udzielone. Proszę nie wysyłać wiadomości chamskich i bezsensownych, które zajmują tylko mój czas, Raz na jakiś czas będę pisała wasze pytania i odpowiadała na nie jeśli będziecie chętni. :) Pozdrowienia Patka.
Czekam na kolejne części
OdpowiedzUsuń