wtorek, 15 września 2015

Lekcja Życia cz.35

Podziwiała go że nie poddaje się chorobie tak łatwo. Walczył o każdy dzień by móc nacieszyć się obecnością rodziny. Jednak nie miał więcej niż 40 lat. To smutne. Dlaczego to było takie nie sprawiedliwe? Dlaczego Bóg musiał zabierać zawsze tych dobrych ludzi tak wcześnie i w tak okrutny sposób. Zobaczyła jego ręce kurczowo trzymające ramienia syna. Gardło ścisnęło się Sabinie ze wzruszenia a łzy napłynęły do oczu. Zamrugała kilka razy by odgonić łzy i nie pozwolić żadnej z nich na zdradzenie jej stanu emocjonalnego. Nie w tym momencie. Nie czas na jej łzy tylko na łzy Bartka. Ona przez ostatni czas wylała ich stanowczo za dużo. Mimo że nie znała zbyt dobrze taty swojego chłopaka podeszła do nich powoli i uśmiechnęła się promiennie.
- Sabinko… Co ty tu robisz? – zapytał zdziwiony Bartek. Jednak gdzieś w głębi duszy ucieszył się że to przyjechała. Tylko po co?
- Przyjechałam ci pomóc. Wesprzeć. Wiem jak to jest. – powiedziała zawstydzona zwieszając głowę. Tak dobrze było go zobaczyć po tak długim czasie.
- Dziękuję kochanie. Tato to jest moja dziewczyna, Sabina. Skarbie to mój tata. Mariusz.
- Miło mi pana poznać. – uśmiechnęła się ujmująco i wyciągnęła rękę w stronę pana Mariusza. Ten jednak ujął delikatnie jej dłoń i złożył na niej lekki, niewinny pocałunek. Sabina oblała się rumieńcem który patrząc w jej oczy wyglądał zjawiskowo.
Bartek pomimo rozdzierającego jego serce smutku i bólu na myśl o stracie taty. Osoby którą kocha i miał niedługo stracić uśmiechnął się promiennie widząc tą scenę. Był pewien bólu który teraz nadejdzie chciał zatrzymać na jakiś czas wroga swojego taty. Czas. Niewiele im go zostało. Cieszyli się każdą spędzoną razem chwilą. A ich nadzieją, która dodawała im życia było to że pan Mariusz wyzdrowieje i nie osieroci swojego syna i córki. Sabina była podporą dla każdego. Swojego brata, rodziców Bartka, jego siostry, swojej mamy a największą dla samego Bartka. Jego uczucia grały dla niej teraz główne skrzypce w symfonii jej życia. Jednak on sam musiał sobie z tym poradzić. Życie ludzkie jest bardzo kruche. Trzeba na nie uważać. Po pewnym czasie każdy stracił ochotę do wszelakich żartów. Wieczory wypełniała im gra Sabiny i szczere długie rozmowy. Dziękowali Bogu za każdy wspólnie spędzony dzień. A każdy kolejny witali nową porcją strachu i zmartwienia. Czuli się w swoim towarzystwie niczym wielka rodzina. Nudząc się dotychczasowymi piosenkami Sabina zdecydowała się zajrzeć w dzieła taty chłopaka. Pośród wielu piosenek i nut znalazła kompozycję której on sam nie dokończył. Codziennie dopisywała do niej nowe nuty tworząc z niej piękną piosenkę. Po nieco ponad tygodniu ciężkiej pracy nad kompozycją pod czujnym uchem pana Mariusza. Późnym wieczorem kiedy wszyscy domownicy byli pogrążeni w głębokim śnie za wyjątkiem Sabiny i Mariusza. Oderwała się z tryumfalnym uśmiechem od pianina i poszła przysiąść obok pana Mariusza. Rozpierała ją radość a wiadomość którą chciała się podzielić powinna przynieść uśmiech również na zmęczoną twarz jej nowego członka rodziny. Już miała mówić o dokończonej kompozycji gry poczuła że coś jest nie tak. Nie widziała jak klatka piersiowa się porusza. Zachowała spokój by nie siać paniki wśród osób które kocha. Sprawdziła puls ale nie wyczuła go. Ciało nadal było ciepłe pomimo chłodnego wieczoru. Sabina wpadła w histerię budząc tym wszystkich. Po chwili wszyscy zjawili się wokół niej i starali się ją uspokoić. Jednak im bardziej to robili tym gorzej zaczynała płakać. Szok ogarnął ich zaspane umysły. Ona trzymała się ze wszystkich najlepiej lecz teraz znosi to najgorzej. Nie umieli sobie tego wytłumaczyć. Od razu wykonali telefon do odpowiednich osób. Musieli zabrać stąd ciało. Przyjechali i zabrali tatę Bartka w miejsce gdzie wieczny spoczynek miał być już dla niego przygotowany. Cały tydzień Sabina nie wychylała nosa za drzwi swojego tymczasowego pokoju. Były one zamknięte na klucz. Sam klucz zaś znajdował się w zamku. Rodzina przynosiła jej jedzenie i picie do pokoju. Lecz ona jadła tak niewiele, zdawało się jakby z talerza nie znikało nic. Przyszedł dzień pogrzebu. Anita zapukała do drzwi. Jednak odpowiedziała jej cisza. Tak było zawsze. Nie zdarzyło się nawet raz od tygodnia by odpowiedziała choćby monosylabą.

Znalezione obrazy dla zapytania zamknięta trumna
------------------

Mam nadzieję że spodobał wam się nowy rozdział. Przepraszam za tak długą nieobecność i zapraszam do czytania kolejnych części. Jednak uprzedzam że musicie sobie przygotować chusteczki. One w kolejnych częściach będą waszą nieodłączną rzeczą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz