Podziwiała
go że nie poddaje się chorobie tak łatwo. Walczył o każdy dzień by móc
nacieszyć się obecnością rodziny. Jednak nie miał więcej niż 40 lat. To smutne.
Dlaczego to było takie nie sprawiedliwe? Dlaczego Bóg musiał zabierać zawsze
tych dobrych ludzi tak wcześnie i w tak okrutny sposób. Zobaczyła jego ręce
kurczowo trzymające ramienia syna. Gardło ścisnęło się Sabinie ze wzruszenia a
łzy napłynęły do oczu. Zamrugała kilka razy by odgonić łzy i nie pozwolić
żadnej z nich na zdradzenie jej stanu emocjonalnego. Nie w tym momencie. Nie
czas na jej łzy tylko na łzy Bartka. Ona przez ostatni czas wylała ich
stanowczo za dużo. Mimo że nie znała zbyt dobrze taty swojego chłopaka podeszła
do nich powoli i uśmiechnęła się promiennie.
- Sabinko… Co ty tu robisz? – zapytał zdziwiony
Bartek. Jednak gdzieś w głębi duszy ucieszył się że to przyjechała. Tylko po
co?
- Przyjechałam ci pomóc. Wesprzeć. Wiem jak to
jest. – powiedziała zawstydzona zwieszając głowę. Tak dobrze było go zobaczyć
po tak długim czasie.
- Dziękuję kochanie. Tato to jest moja dziewczyna,
Sabina. Skarbie to mój tata. Mariusz.
- Miło mi pana poznać. – uśmiechnęła się ujmująco
i wyciągnęła rękę w stronę pana Mariusza. Ten jednak ujął delikatnie jej dłoń i
złożył na niej lekki, niewinny pocałunek. Sabina oblała się rumieńcem który
patrząc w jej oczy wyglądał zjawiskowo.
Bartek
pomimo rozdzierającego jego serce smutku i bólu na myśl o stracie taty. Osoby
którą kocha i miał niedługo stracić uśmiechnął się promiennie widząc tą scenę.
Był pewien bólu który teraz nadejdzie chciał zatrzymać na jakiś czas wroga
swojego taty. Czas. Niewiele im go zostało. Cieszyli się każdą spędzoną razem
chwilą. A ich nadzieją, która dodawała im życia było to że pan Mariusz
wyzdrowieje i nie osieroci swojego syna i córki. Sabina była podporą dla
każdego. Swojego brata, rodziców Bartka, jego siostry, swojej mamy a największą
dla samego Bartka. Jego uczucia grały dla niej teraz główne skrzypce w symfonii
jej życia. Jednak on sam musiał sobie z tym poradzić. Życie ludzkie jest bardzo
kruche. Trzeba na nie uważać. Po pewnym czasie każdy stracił ochotę do
wszelakich żartów. Wieczory wypełniała im gra Sabiny i szczere długie rozmowy.
Dziękowali Bogu za każdy wspólnie spędzony dzień. A każdy kolejny witali nową
porcją strachu i zmartwienia. Czuli się w swoim towarzystwie niczym wielka
rodzina. Nudząc się dotychczasowymi piosenkami Sabina zdecydowała się zajrzeć w
dzieła taty chłopaka. Pośród wielu piosenek i nut znalazła kompozycję której on
sam nie dokończył. Codziennie dopisywała do niej nowe nuty tworząc z niej
piękną piosenkę. Po nieco ponad tygodniu ciężkiej pracy nad kompozycją pod
czujnym uchem pana Mariusza. Późnym wieczorem kiedy wszyscy domownicy byli
pogrążeni w głębokim śnie za wyjątkiem Sabiny i Mariusza. Oderwała się z
tryumfalnym uśmiechem od pianina i poszła przysiąść obok pana Mariusza. Rozpierała
ją radość a wiadomość którą chciała się podzielić powinna przynieść uśmiech
również na zmęczoną twarz jej nowego członka rodziny. Już miała mówić o
dokończonej kompozycji gry poczuła że coś jest nie tak. Nie widziała jak klatka
piersiowa się porusza. Zachowała spokój by nie siać paniki wśród osób które
kocha. Sprawdziła puls ale nie wyczuła go. Ciało nadal było ciepłe pomimo
chłodnego wieczoru. Sabina wpadła w histerię budząc tym wszystkich. Po chwili
wszyscy zjawili się wokół niej i starali się ją uspokoić. Jednak im bardziej to
robili tym gorzej zaczynała płakać. Szok ogarnął ich zaspane umysły. Ona
trzymała się ze wszystkich najlepiej lecz teraz znosi to najgorzej. Nie umieli
sobie tego wytłumaczyć. Od razu wykonali telefon do odpowiednich osób. Musieli
zabrać stąd ciało. Przyjechali i zabrali tatę Bartka w miejsce gdzie wieczny
spoczynek miał być już dla niego przygotowany. Cały tydzień Sabina nie
wychylała nosa za drzwi swojego tymczasowego pokoju. Były one zamknięte na
klucz. Sam klucz zaś znajdował się w zamku. Rodzina przynosiła jej jedzenie i
picie do pokoju. Lecz ona jadła tak niewiele, zdawało się jakby z talerza nie
znikało nic. Przyszedł dzień pogrzebu. Anita zapukała do drzwi. Jednak
odpowiedziała jej cisza. Tak było zawsze. Nie zdarzyło się nawet raz od
tygodnia by odpowiedziała choćby monosylabą.
------------------
Mam nadzieję że spodobał wam się nowy rozdział. Przepraszam za tak długą nieobecność i zapraszam do czytania kolejnych części. Jednak uprzedzam że musicie sobie przygotować chusteczki. One w kolejnych częściach będą waszą nieodłączną rzeczą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz