- Skarbie wiem że teraz cierpisz. Lecz może
wesprzesz Bartka pomożesz mu w tym co ty już znasz. Posłuchaj może nie znał cię
kiedy ty cierpiałaś ale jest teraz. Pomóż mu przez to przejść. Nie zostawiaj go
z tym samego.
Skończyła
mówić i czekała na reakcję córki lecz taka nie nastąpiła. Zniechęcona
milczeniem odeszła od drzwi. Przyszła pora żeby jechać na pogrzeb. Szkoda
jednak że Sabiny z nimi nie będzie Kiedy tylko upewniła się że nikogo nie ma w
domu zebrała wszystko i również wyszła. Kolega pomógł dowieść ją do kościoła na
czas. Nie chciała by ktoś poznał jej dokładnie opracowany plan pożegnania wujka
Mariusza. Człowieka dzięki któremu zaznała tyle szczęścia w tak krótkim czasie.
- Teraz ktoś chciałby powiedzieć kilka słów o
zmarłym by ukoić nasze zranione dusze?
Słowa
księdza odbiły się echem od ścian skromnego wiejskiego kościółka. Na te słowa
na ołtarz zaczęła się wspinać smukła postać odziana w czerń. Bartek od razu
dojrzał w niej Sabinę. Dziewczyna odchrząknęła znacząco wzięła głęboki wdech
daleko w płuca i przemówiła spokojnie. Wiedziała co ma mówić i wiedziała że da
radę. Nie czuła tremy. Patrzyła prosto na spokojną twarz jednej z kilku osób na
której jej zależało. To dodało jej odwagi której teraz tak bardzo potrzebowała.
- Był przy nas całe swoje życie. Brał w nim czynny
udział. Kiedy ktoś z nas go potrzebował, zawsze wyciągnął pomocną dłoń. Przy
tym zaś obdarzał nas miłością i dobrocią. Ponad dwa i pół tygodnia temu
poznałam pana Mariusza. Lubiłam go i kochałam niczym mojego własnego członka
rodziny. Jak drugiego tatę pomimo że mojego los odebrał mi za wcześnie. Podczas
pobytu u niego w domu znalazłam pewną rzecz. Chcę wam ją teraz zaprezentować
jeśli pozwolicie.
Podniosła
kartki z nutami pokazując rzecz o której sekundy wcześniej wspominała. Każdy
wstrzymał oddech na widok kompozycji. Ostatniej kompozycji. Nawet Bartek był
zdziwiony tym widokiem. Nie wiedział że tata jeszcze komponował. Wiedział za to
że Sabina pomagała mu z jedną z jego melodii. Był jej za to wdzięczny. Ostatnia
rzecz którą stworzył w ostatnich chwilach swojego życia była w drobnych
dłoniach Sabiny. I wiedział że są to odpowiednie dłonie by zachowały ostatni
dowód pamięci po jego ojcu.
- Kompozycja była dokończona do połowy lecz już
wtedy brzmiała niesamowicie. Zapytałam więc czy mogę ją z jego pomocą niego
skończyć. Jego uśmiech i radość w oczach dały mi nieme przyzwolenie. A na
potwierdzenie usłyszałam „oczywiście aniołku”. Zaczęłam więc mozolnie nad nią
pracować. Przebijałam się przez nuty i takty. Dodawałam jej uroku, upiększałam.
Oczywiście pan Mariusz wtrącał swoje uwagi i przemyślenia w niektórych
momentach. Zgadzałam się z nim i dostosowywałam się do owych uwag. W ten
wieczór zanim na powrót zasiadłam do kontynuowania mojej pracy zawołał mnie i
powiedział „ zaopiekuj się nim aniele”, przyrzekłam mu na moją duszę że dopóki
będzie mnie chciał na pewno będę to robić. Lecz nie rozumiałam dlaczego prosi o
to akurat teraz. Brzmiało to troszkę jak pożegnanie ale nikt nie był gotowy by
go pożegnać. A na pewno ja nie byłam. Po ostatnich taktach kompozycji i moim
tryumfalnym uśmiechu pobiegłam do niego by przekazać mu jakże dobrą nowinę.
Lecz on był już gdzie indziej. W drodze do miejsca bez bólu, łez, cierpienia.
Na pewno mój tata wyszedł mu naprzeciw. Jednak zasmucił mnie fakt że musiał
odejść akurat teraz. Nie rozumiałam czego poprosił o coś tka dużego właśnie
mnie. O opiekę nad jego jedynym synem. Zrozumiałam to dopiero kilka dni po jego
śmierci. Przeszłam przez to samo. I pomogę mu zrobić to samo. Zagram teraz coś
co pan Mariusz chciał dać, prezent od serca. Ostatni w jego życiu. Gdyż kiedy
tylko skończyłam ostatni takt on wydał ostanie tchnienie ku lepszemu.
----------------------------------------------
Kolejna część już 36 :) !!! Tak niewiele do końca mam nadzieję że wam się podoba i proszę o liczne komentarze z waszymi opiniami na ten temat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz