wtorek, 15 listopada 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.13.2 - Wyznanie

Następnego dnia przyszykowałam wszystkim torby z rzeczami takimi jak ręczniki, prowiant i picie żebyśmy nie musieli się wracać do domu. Postawiłam je pod drzwiami a następnie wzięłam się za robienie śniadania dla wszystkich obecnych w domu.

Szybko pojechałam do miasta po kilka koleżanek i przedstawiłam im plan. Moim przyjaciołom wampirom przedstawiłam plan działania na który się zgodzili. Oni mieli się tam zaprowadzić resztę a ja miałam do nich dojść z dziewczynami. Mieszkają tutaj także dwie wampirzyce w moim wieku więc je ściągnę dla chłopaków o czym oni nie wiedzą. Kiedy byłyśmy już na miejscu przebrałyśmy się w stroje kąpielowe. Mój wyglądał tak.

Znalezione obrazy dla zapytania czarny strój kąpielowy dwuczęściowy

Widziałam zazdrość w oczach reszty zebranych dziewczyn. Szybko ubrałyśmy ubrania, zabrałyśmy rzeczy i ruszyłyśmy w stronę jeziora. Kiedy dotarłyśmy na miejsce chłopaki spojrzeli na nas zaskoczeni. Kiedy ściągnęłam ubrania i zostałam jedynie w stroju kąpielowym wszyscy spojrzeli na mnie z zazdrością lub porządaniem.

Weszłam na wysoką skałę i skoczyłam z niej perfekcyjnie wbijając się w wodę. Kiedy się wyburzyłam zobaczyłam jak reszta dziewczyn również zrzuciła z siebie ubrania i weszła do wody. Chłopacy od razu się nimi zainteresowali. Tak jak myślałam wampiry zainteresowały się sobą. Fabian podpłynął do mnie powoli przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Oddałam pocałunek i uśmiechnęłam się.

  • Niespodzianka się udała?
  • Oczywiście kochanie.
  • Wiedziałam. - zaśmiałam się.
  • Powiesz mi czemu wczoraj byłaś nie w humorze po powrocie z tego miejsca?
  • No dobrze. Jestem ci to winna.
  • Poniekąd.
  • Powiem ci ale nie tu. Wyjdźmy z wody i pójdźmy na spacer do lasu.
  • Dobrze.

Wyszliśmy powoli z wody, przepasaliśmy się ręcznikami i założyliśmy buty. Krzyknęłam chłopakom że zaraz wracamy i zniknęliśmy za drzewami w leśnej gęstwinie. Szliśmy powoli ja zbierając myśli a Fabian czekając aż zacznę opowieść. Pociągnęłam go za rękę do miejsca oddalonego jakiś kawałek. Kiedy nie mogłam znieść ślamazarnego tempa poprosiłam Fabiana żeby usadowił się na moich plecach. Odbiegliśmy kilka mil i znaleźliśmy się na wielkiej polanie z nagrobkiem.


Fabian zsiadł z moich pleców i powoli podeszliśmy do nagrobka. Usiedliśmy na ławeczce i zaczęłam swoją opowieść.

  • Kilkanaście lat temu około 50-60, miałam przyjaciela. Był dla mnie jak brat i bardzo przypominał mi jednego z ich. Byliśmy nierozłączni co cieszyło Kasjana bo przynajmniej na jedną osobę się otwierałam. Po pewnym czasie oddalaliśmy się od siebie a moi rodzice wiedzieli o wszystkim o czym mu mówiłam. Nie mogłam mu dłużej ufać. Powiedziała mu o tym. Wpadł w gniew. On umiał tylko bronić się błyskawicami. Chciał mnie jedną razić ale odbiłam ją w niego. Poraziła go, upadł i przestał się ruszać. Po chwili zamrugał i podniósł się. Powiedział do mnie “przyjaciele nie robią takich rzeczy, a więc nie jesteśmy od teraz przyjaciółmi. Pamiętaj że to był twój wybór i na zawsze nim pozostanie.” Rozpoczęliśmy się pojedynkować. O życie, wolność, przetrwanie. Jako że miałam cały zestaw możliwości użyłam go. Zginął nad jeziorkiem ale ja oraz jego “rodzina” nie chcieliśmy żeby jego ciało spoczęło właśnie tam więc przenieśliśmy go tutaj. Od tamtej pory tu spoczywa. Jak na wampira był bardzo młody miał tylko 90 lat. Tęsknie za nim i obwiniam się o jego śmierć ale nigdy nie pozostawił mi innego wyboru niż odebranie mu życia. Jego “rodzice” również nie mieli mi tego za złe. A nawet cieszą się że ktoś tak narwany nie zagraża już ludziom.
  • Przykro mi kochanie. Ale jego rodzina miała rację. Jeżeli zagrażał zrobiłaś słusznie posyłając go na tamten świat. Przynajmniej wiesz że teraz ludzie są bezpieczniejsi.
  • Nie są. Na świecie są dziesiątki o ile nie setki takich jak on. Musiałabym ich wszystkich wybić żeby byli bezpieczni. Ale nie dam rady tego zrobić.
  • Czemu?
  • Bo zawsze znajdzie się psychofan mordowania ludzi. To że ja i Nathan z Andrew oraz nasze rodziny tego nie robią nie oznacza że wszyscy są tacy. Poza nami spotkaliśmy nam podobnych tylko 30 rodzin. A jest ich o wiele, wiele więcej.
  • Wracajmy już. A ty zapomnij o tym nic innego nie mogłaś wtedy zrobić. I tak by tak skończył i tak. Zrobiłaś temu światu tylko przysługę.
  • Skoro tak mówisz.


Fabian wsiadł na moje plecy i wróciliśmy do reszty. Cieszyłam się że mu to wyznałam od razu poczułam się lepiej. Wiedziałam że będzie to dobra decyzja może nie przewiduję przyszłości ale mam wyostrzony instynkt, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

sobota, 5 listopada 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.12.1 - Powrót do normalności

Oczami Fabiana:

Tydzień poza szkołą szybko zleciał. Oczywiście jako najważniejsza osoba w szkole miałem dużo zaległości do nadrobienia. Organizacja koncertu szkolnego, tłumaczenie pierwszoroczniakom jak należy a jak nie wolno postępować na terenie szkoły, treningi i dogadywanie strategii na nadchodzący mecz. Z tego rozpędu zapomniałem o Róży i nadchodzącym niebezpieczeństwie. Wciągnąłem się w wir obowiązków tak bardzo że mało co go obchodziło.

Siedział właśnie nad planami koncertu i zastanawiał się jak ułożyć cały ten plan. Podeszła do niego Róża z tacą pełną jedzenia i przyglądała mu się. Wiedział że martwi się o niego i chciałaby mu jakoś pomóc ale nie chciał zawracać jej tym głowy.


  • Stało się coś? - zabrała głos jako pierwsza.
  • Nie. Ale przez te kilka dni “wakacji” mam tyle zaległości związanych z koncertem i ogólnie wszystkimi sprawami.
  • Jako że to przeze mnie to zobowiązuję się tobie z tym pomóc.
  • Nie. Naprawdę nie chcę dokładać ci więcej zmartwień.
  • Kochanie koncert szkolny przy moich zmartwieniach to pestka. Poza tym ty będziesz musiał zarwać kilka nocek a ja i tak nie sypiam więc mogę spędzić ten czas bardziej produktywnie.
  • Zrobiłabyś to dla mnie?
  • Pewnie.
  • Ale wiesz że w takim razie musiałabyś spać u mnie?
  • Mogę spać nawet kilka dni jeżeli cię to uszczęśliwi.
  • Serio? Zrobiłabyś to dla mnie? -  miałem dużo dziewczyn które wiedziały o moich obowiązkach i nie paliły się do pomocy a nawet udawały że o niczym nie mają pojęcia. Róża jest inna, wyjątkowa i za to właśnie ją kocham.
  • Pewnie. To może nie będziemy mieszkać ani u ciebie ani u mnie ale w takim domku za miastem, który kupiłam żeby mieć gdzie uciekać od rzeczywistości?
  • Zgoda to po szkole każdy jedzie do siebie zabiera rzeczy i spotykamy się pod fontanną. Tylko czyim samochodem jedziemy?
  • Moim wezmę samochód terenowy Kasjana. Będzie łatwiej tam dojechać niż normalnym samochodem.
  • Zgoda. To jesteśmy umówieni. - nachyliłem się i pocałowałem moją dziewczynę w usta. Ucieszyłem się kiedy oddała pocałunek.
  • No, no, no. Znikacie z pola widzenia na tydzień a kiedy wracacie całujecie się i w ogóle zachowujecie się jak para. - powiedział Mateusz przeżuwając bułkę i zasiadając obok mnie.
  • Stary my jesteśmy parą. A zniknęliśmy bo Róża miała małe problemy rodzinne i jako że jest moją dziewczyną chciałem jej pomóc.
  • Za dużo bierzesz sobie na głowę.
  • To samo mu mówię ale mnie nie chcę się w ogóle słuchać. - dopowiedziała moja dziewczyna.
  • Z Różą wymyśliliśmy wyjazd do jej domku za miastem na całe ferie zaczynające się od przyszłego tygodnia. Ona będzie nadrabiać materiał, którego jeszcze nie miała a ja zajmę się sprawami bieżącymi. W międzyczasie mi pomoże z organizacją niektórych rzeczy.
  • Jadę z wami. - powiedział szybko Mateusz.
  • Stary nie musisz. - odpowiedziałem
  • Gdzie jedziemy? - zapytał Troy dosiadając się.
  • Nigdzie. - odparłem z uśmiechem i spojrzałem w stronę rozbawionej Róży. Co ją tak bawi?
  • No powiedz misiaczku. - powiedział Dustin żartobliwie mnie przytulając.
  • Jedziemy do mnie do domku za miastem na całe 2 tygodnie ferii. Pomogę panu Kapitanowi nadrobić parę spraw i w międzyczasie sama troszkę po nadrabiam. Jak chcecie możecie jechać z nami. Domek jest duży pomieścimy się w nim wszyscy a nawet powiem więcej dla każdego powinien znaleźć się osobny pokój przynajmniej tak mówiło ogłoszenie.
  • To w takim razie to nie domek tylko willa.
  • Domek w porównaniu z moim domem w którym się urodziłam i w którym spędzam każdy wolny moment.
  • A więc postanowione. - powiedziałem.
  • Pojadą jeszcze moi koledzy jeśli pozwolicie. - powiedziała nieśmiało Róża.
  • Koledzy czyli kto? - zapytał Alex. W sumie to dobre pytanie.
  • Nathan i Andrew.
  • Zgoda. - powiedziałem razem z chłopakami zgodnie.
  • Gdzie i kiedy oraz jak tam się dostaniemy? - Powiedział Ian.
  • A więc ja wezmę samochód terenowy mojego taty, pojedzie ze mną Fabian, Mateusz i Troy. Z Nathanem pojedzie Krzysztof, Adam, Adrian i Alex. Z Andrew pojedzie reszta czyli Dustin, Ian, Christoph i Gabriel. Pod fontanną w mieście o 19.00. Minuta spóźnienia i jedziemy bez tej osoby.
  • Dobrze.

środa, 26 października 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 11.2 - Wybaczanie krzywd

Z góry przepraszam że takie krótkie ale takie ma być następny będzie dłuższy. Tak więc zapraszam do czytania.

-----------------------------------------

Oczami Róży:

  • Nie nie chcesz tego życia. Nie będziesz mógł powiedzieć ludziom a zwłaszcza twojej rodzinie kim tak naprawdę jesteś bo zginą. Jeśli dostaniesz talent będziesz musiał go poznać, szlifować a to wbrew pozorom nie jest takie łatwe i nawet po wielu latach może ci się nie udać go opanować.
  • Dam sobie radę a jeśli nie to ty mi pomożesz.
  • Posłuchaj mnie… - powiedziałam sfrustrowana.
  • Nie to ty mnie posłuchaj. We dwoje damy sobie radę jeśli tylko w to uwierzymy ja w to wierzę całym sobą a ty?
  • Postaram się. - odpowiedziałam z nikłym uśmiechem.
  • Kocham cię. - powiedział całując mnie usta.
  • Wybaczysz mi?
  • Ale co takiego?
  • Wszystko złego co cię od tej pory spotka.
  • Wybaczę. A wiesz dlaczego?
  • Hmm??
  • Bo cię kocham.

Uśmiechnęłam się szeroko. On dał mi wiarę że wszystko się jakoś ułoży. Bo nasza historia dopiero się zaczęła.

środa, 19 października 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.11.1 - Wybaczanie krzywd

Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam ale miałam strasznie dużo pracy i nauki nie miałam czasu nic dodać już nie mówiąc żeby pisać. Tak więc przepraszam a jutro jako bonus i moje przeprosiny wstawię kolejną część. Tak więc bez zbędnego przełużania zapraszam do czytania (ale mi się zrymowało heheszki).


------------------------------------------------------

Po kilku godzinach Fabian ponownie się obudził. Wyglądał na wypoczętego i pełnego energii. W spokoju zjadł przygotowany przez Nastię posiłek.Patrzyłam na niego cały czas popijając krew z woreczka. Byłam bardzo spragniona. Codzienne treningi siły, sprawności i walki męczą mnie nieporównywalnie. Kasjan poprosił bym dzisiaj opowiedziała resztę o naszym świecie. Jestem skłonna to zrobić bo wilki i Fabian również byli zaciekawieni tym jak nasz świat funkcjonuje. Musiałam się przełamać i im to opowiedzieć.

Wszyscy zasiedli wygodnie w salonie ja przyniosłam misy z metalem, wodą, ziemią, zapaliłam świecę i otworzyłam okno. Podałam Fabianowi bluzę najcieplejszą jaką znalazłam w mieście na bazarze. I usiadłam na głównym miejscu przygotowanym dla mnie przez Kasjana.

  • Jak już wcześniej nadmieniłam w naszym świecie rządzą 3 kobiety. Amelia najstarsza licząca sobie 9500 lat. Patrząc na wampira lub inne żywe stworzenie wnika do jego umysłu, zagląda w najskrytsze zakamarki podświadomości szukając odpowiedzi na pytania. Nie zadaje ich i nie chce słuchać. Druga do Isabelle licząca sobie 9000 lat.To ona pyta i słucha. Potrafi wyczuć prawdę lub fałsz następnie za to karając. Ostatnia i najmłodsza to Eve licząca sobie 8500 lat. Ma talent obronny. Posiada tarczę którą podczas przesłuchań zasłania siebie i swoje siostry przed przypuszczalnymi atakami wampirów którym nie zależy na życiu. One 3 poddają cię osądowi ale to do Amelii należy ostanie słowo. Tyle o nich. Jest też Mędrzec co pewnie już Fabianie wiesz i prawdopodobnie go już spotkałeś. Ma na imię Lucjan liczy sobie 5000 lat, Wie o dokładnej lokacji każdego wampira na Ziemi. Jednak nie może powiedzieć ci prosto w twarz gdzie on jest. Mówi ci zagadkę. Jeżeli ją rozwiążesz to znajdziesz to czego szukasz. Coś na bazie poszukiwaniu skarbów. Ma on ochroniarza i przyjaciela. Philipa. On jest tak zwanym tancerzem ostrzy. Żaden z wampirów nie ma z nim szans choćby nie wiem jak długo się kształcił. To jest jego talent. Talent to walki i obrony. Został przydzielony Lucjanowi przez Amelię teraz się zaprzyjaźnili i nie zachowują się jak pies z kotem. Kasjan mój stwórca ma zdolność wyczuwania zmian pogodowych. Jak również niebezpieczeństwa. Jest jak nasz cichy alarm. Wie kiedy zabić żeby wszyscy wyszli z tego obronną ręką. Nastia umie znikać. Lub czyni przedmioty niewidzialnym na samym początku ich musiała dotykać ale teraz to zrobi siłą woli. Luca. Mój starszy kochany braciszek ma talent bojowy. Na jego komędę z rąk będą strzelać mu kule ognia. Mój talent jest najniebezpieczniejszy. Panuję nad wszystkimi żywiołami naraz. - delikatnie podniosłam rękę ziemia utworzyła się w figurkę mojej osoby z szerokim uśmiechem, zrobiłam to samo co na prezentacji umiejętności. Byłam wykończona. Siedziałam i łapałam szybkie oddechy. To było ciężkie.

Fabian siedział i patrzył się na mnie jak na kosmitę. Wiedziałam już że przegrałam tą walkę. Walkę o miłość. Zginie a ja i jego rodzina razem z nim. Chciałabym poczuć smak jego ust na swoich. Ostatni raz. Nie chcę żeby on odchodził ale jego mina mówi zbyt wiele.

  • Już rozumiem. Zawsze ostrożniej zachowywałaś się w mojej obecności. Jakbyś bała się że jednym machnięciem ręki albo kichnięciem rozwalisz pół szkoły. Już rozumiem czego zawsze pilnowałaś rąk a zanim coś powiedziałaś myślałaś nad odpowiedzią 5 razy zanim wygłosiłaś ją głośno. Ty po prostu martwiłaś się żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Ale wiesz co ci powiem skarbie? Kocham cie i nie ważne kim jesteś ważne jaka jesteś. A jesteś cudowną osobą którą pokochałem od pierwszego wejrzenia. Twoja natura i to kim jesteś i kim chcę się stać zszokowały mnie ale również kazały mi się zastanowić czego chce.
  • A czego chcesz? - zapytałam cicho.
  • Ciebie. Ciebie i tego życia które mi oferujesz. Bo wiem że z tobą będzie wspaniałe.

wtorek, 4 października 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 10.1 - Druga natura. Drugie ja.

Oczami Różami:

Weszliśmy powoli z Luca do domu. Fabian leżał tam gdzie go zostawiłam zwinięty w kłębek, z zamkniętymi oczami. Spojrzałam na Kasjana znacząco który pokręcił przecząco głową rozwiewając moje wątpliwości. Całe szczęście że nie jest chory. Nie wybaczyłabym sobie tego. Usiedliśmy wokół niego i czekaliśmy aż się obudzi w międzyczasie rozmawiając wampirzym szeptem. Nie chciałam go budzić widać że źle zniósł podróż za mną oraz dodatkowo tą pogoń w lesie. Wilki również spały. Powarkiwały cicho przez sen. Kiedy tylko Fabian się przebudził, wilki automatycznie podniosły swoje łby. Tak jakby czatowały na jakiś ruch ze strony mojego ukochanego. Fabian znieruchomiał i popatrzył na nas autentycznie przerażony obecnością przerośniętych psów w naszym bezpiecznym domku. Wilki zaraz wróciły do swojej pierwotnej, ludzkiej formy. i usiedli niedaleko nas wszyscy patrzyli się na mnie. Nie chciałam zaczynać ale musiałam oni wszyscy byli tu z mojego powodu. Widziałam zmieszanie Fabiana jak zobaczył Szymona siedzącego zaraz po mojej lewej.

  • Dziękuję że za mną tutaj przylecieliście. Na spotkaniu przekazaliśmy wam część informacji na mój temat ale z powodu obecnego obrotu spraw dopowiem to co zatailiśmy. Proszę nie miejcie nam tego za złe. To dla bezpieczeństwa. Tobie Fabianie będziemy a właściwie ja będę musiała to wszystko wyjaśnić od początku. Jak któreś z was będzie potrzebowało przerwy to mi po prostu przerwijcie i mnie o tym powiadomcie. Dobrze? - kilkanaście głów skinęło zgodnie odpowiadając na moje pytanie. - A więc jestem Róża Harrison. Cieleśnie mam 17 lat. Nie zmienię się niezależnie od tego jak długo będę żyć ani czym się żywić. Nie schudnę i nie przytyję. Zostanę taka zamrożona w czasie na zawsze lub do momentu mojej śmierci. Biologicznie mam lat 275. To są tylko moje wampirze lata jakby liczyć od dnia moich narodzin będzie 292 lata. Moje prawdziwe i pełne imię to Róża Eleanor Natasha Sparks. W dniu moich 17 urodzin wataha wilków licząca sobie 9 rosłych, w pełni formy osobników wtargnęła do mojego domu i zabiła wszystkich członków mojej ludzkiej za wyjątkiem ojca rodziny. Moich rodziców przejętych losem własnych dzieci a nie swoim własnym. Moje siostry leżące w kałuży krwi z rozerwanymi szyjami, braci rozrywanych na strzępy. Moja rodzina ukryła mnie jak najlepiej żeby tylko mnie nie znaleźli. Wierzyli wtedy że byłam inna, że byłam i będę kimś wielkim, że dokonam czegoś wielkiego. Uważali tak bo urodziłam się w dniu wyjątkowej gwiazdy. Kiedy wilki odeszły moja mama wyszeptała “Na strychu jest orzeł o białym ubarwieniu wyrusz do sąsiedniej wioski razem z nim i przymocowaną do jego nóżki wiadomością o treści “przybądź” On jest twoją przyszłością. On będzie twoim opiekunem, ojcem i opoką. Mój czas nadszedł. Kocham cię skarbie.” Zrobiłam tak jak mnie prosiła i niedługo potem pod drzwiami mojego domu pojawił się Kasjan, Nastia i Luca. Zajęli się mną nie jako wampirem lecz jako człowiekiem. Niedługo potem miasteczko najechały wampiry i zabijali każdego człowieka. Kasjan wtedy mnie ugryzł wsysając jad do moich żył zmieniając mnie w jedną z nich. Innym wampirom powiedział że już od dawna miał plan zmienienia mnie w jedną z nich. Jestem mu wdzięczna za ocalenie mi życia w ten czy inny sposób. Cieszę się że mam kogoś komu na mnie zależy. Kto się mną opiekuje i martwi o moje samopoczucie. Jednak gdyby nie to że mój tata był wampirem i mieszkał z nami nigdy by do tego nie doszło. A tata nie pił krwi ludzi. Odrzucała go ale wilki nie umiały tego zrozumieć. Nawet o to nie pytały. A ty Fabianie zakochując się we mnie ze wzajemnością wydałeś na siebie wyrok. Wyrok który ja muszę wykonać.
  • Jaki wyrok?
  • Jeśli twoja miłość do mnie jest wystarczająco silna przetrwa wieki. Wtedy staniesz się jednym z nas a twoja rodzina będzie wtajemniczona we wszystko tylko do połowy chyba że zdecydujesz inaczej. Jeśli jest to tylko chwilowe zauroczenie będę zmuszona zabić i ciebie i twoją rodzinę.
  • Aha. Rozumiem. Pomyślę nad tym wszystkim. Ale czy mogłabyś opowiedzieć więcej o twojej… naturze?
  • No dobrze. Skoro i tak zbliżamy się do nieuniknionego… A więc wampiry dzielą się na 3 kategorie. Szlachta, Opiekunowie i Podopieczni. Szlachta to elita wśród wampirów są bardzo starzy i stoją na straży przepisów w naszym świecie. Każde ich złamanie jest surowo kazane. Opiekunowie to grupa pośrednia tworzą swoje klany które ludzie nazywają rodzinami czyli ktoś taki jak Kasjan i Felix. Są głowami klanu dają o ich bezpieczeństwo, dobrobyt i szczęście. Podopieczni jest kimś w rodzaju mnie, Luca, Nathan i Andrew. Podlegamy po jakiegoś wampira jako jego dzieci i podopieczni. Nie musimy z nim mieszkać całe nasze życie ale z pewnością słuchać tego co mają nam do powiedzenia. Ludzkie jedzenie nam nie szkodzi możemy je jeść kiedy i ile chcemy i nie odczuwamy skutków przejedzenia i takich tam. Ale nie odczuwamy jego smaku, konsystencji, nic. Za to pijemy krew dla nas jest ona bardzo słodka, sycąca i potrzebna. Bez niej popadniesz w amok który skończy się zarówno twoją jak również twojego klanu śmiercią ze strony Szlachty. Nie rumienimy się i nie korzystamy z łazienki ale umiemy płakać a z naszych ciał po nacięciu wypłynie krew. Wszystko masz wyczulone a najbardziej instynkt. Jeśli masz dobrą iskierkę będziesz mieć moc. Jeśli nie, nie musisz się smucić z tego powodu nie ty pierwszy i nie ostatni. Aha zapomniałabym na szczycie Szlachty stoją trzy kobiety. Wampirzyce. Amelia, Isabelle, Eve. Ale o nich kiedy indziej. Zdrzemnij się bo widać że jesteś zmęczony.
  • Tak dla pewności.
  • Tak? - odwróciłam się zaciekawiona w jego stronę.
  • Będziesz tutaj?
  • Tak będę tutaj przez cały czas jeśli tego właśnie sobie życzysz.
  • Byłbym wdzięczny. - uśmiechnął się do mnie pogodnie.
  • Nie odczuwasz przy mnie dyskomfortu, strachu, zmartwienia, czy czegoś równie podobnego? Albo przy którymś z nas?
  • Nie. Czuję się przy was tak domowo i bezpiecznie.
  • Rozumiem. Śpij. - podeszłam do niego i ucałowałam w czoło.

Jego oczy zamknęły się chowając za sobą bystre spojrzenie w którym się zakochałam. Kocham tego chłopaka. I oddam za niego życie. Choćby nie wiem jak ciężko było mi o niego walczyć. Zrobię to. On będzie żyć. Jestem gotowa do wielu wyrzeczeń. Tylko po to by on był bezpieczny i szczęśliwy. Wyśliznęłam się z salonu i wyszłam przed dom. Musiałam mieć chwilkę spokoju dla siebie. Dla obmyślenia mojego skomplikowanego planu uratowania tego człowieka. Człowieka który chcąc nie chcąc posiadł moje od wieków nie bijące serce.

środa, 28 września 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 9.3 - Instynkt

A więc moje kochane misie dodaję kolejny rodział mam nadzieję że się wam spodoba, przy okazji chciałabym nadmienić jedną rzecz teraz rozdziały spróbuję wstawiać przynajmniej raz w tygodniu w środy lub czwartki. To zależy od tego ile będę mieć pracy i nauki. Bez zbędnego przedłużania życzę miłego czytania (jaki rym xd).

-----------------------------------------------

Oczami Róży:
Zwymyślałam się w myślach od najgorszych.  Jak mogłam się zachować tak nieodpowiedzialnie. Teraz pewnie będzie przeze mnie chory. No super lepiej być nie mogło. Weszliśmy powoli do domu. Od razu swoim szybkim tempem rozebrałam go z mokrych ubrań i ubrałam w suche, zawiązałam ręcznik na głowie i zaniosłam do łóżka opatulając go ciepłym kocem. Był zdziwiony ale przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Powiedziałam do mojej rodziny i przyjaciół żeby mieli na niego oko a ja wrócę ponownie za kilka godzin. Wyszłam z domu musiałam sprawdzić czy okolica jest bezpieczna. Po drodze spotkałam Luce.

  • Dlaczego go tutaj ze sobą zabrałeś?
  • On cie kocha Róża.
  • Nie, nie kocha. A nawet jakby to wcześniej byłam w stanie go uratować przed śmiercią lub zmianą. Teraz już nie.
  • Musimy mu to powiedzieć zasługuje na to.
  • Wiem że zasługuje. Ja tylko nie chciałam go w to mieszać tak jak wmieszano w to nas.
  • Wiem. Ale może w końcu odnajdziesz spokój, miłość i zrozumienie.

Przytuliłam się do brata i wdychałam jego zapach. Uspokoiłam swoje rozchwiane obecnością Fabiana emocje. Czas decyzji przyszedł teraz a ja wiem jaką podejmę. Może nie będzie to najłatwiejsza dla mnie decyzja ale na pewno nie pociągnie to za sobą żadnych trupów w postaci mnie i mojej oraz Fabiana i jego rodziny.


  • Wiem co muszę zrobić. Zrobię to dla bezpieczeństwa nas wszystkich.
  • Zuch dziewczyna. - posłał mi swój zadziorny uśmieszek co przyprawiło mnie o dobry humor i salwę śmiechu.



Znalezione obrazy dla zapytania rozwidlenie dróg w ciemnym lesie

wtorek, 20 września 2016

Wieczna Miłość potępionych dusz - cz.9.2 - Instynkt

Przepraszam wiem że zawaliłam ale nie miałam jak dodawać nowych części ponieważ ostanio mam naprawdę wielkiego pecha. Najpierw zepsuł mi się laptop, później zachorowałam nie miałam siły nic dodać a na koniec zwaliła mi się masa pracy. Tak więc jeszcze raz przepraszam i zapraszam do dalszego czytania.

-----------------------------------------------

Oczami Fabiana:

Wbiegliśmy na polanę. Brat mojej ukochanej powiedział mi że ona tam na pewno jest. Czuje jej obecność na tej właśnie polanie. Szybko zszedłem Luce z pleców i zdębiałem niezdolny do wypowiedzenia nawet jednego słowa. Róża stała pośrodku polany koło martwego kota. Byłem więcej niż pewien że powodem jego zgonu był brak krwi w ciele. Jej oczy lustrowały nas uważnie. Czekając na choćby najmniejszy ruch w jej stronę. Wzrok był wygłodniały lecz również ostry i skoncentrowany. Usta rozchylone ukazując końcówki prostych białych zębów. Dwie stróżki brunatnej cieczy znaczyły dróżkę  z kącików ust i z brody malutki brunatne kryształki rozbijały się o ziemię. Była przyczajona, gotowa do ataku, gotowa do ucieczki w razie potrzeby w każdej chwili. Kiedy mrugnęłam zobaczyłam że cofnęła się znacząco do tyłu. Obawiała się tego co mogliśmy jej zrobić. Poprawka co Luca mógł jej zrobić.

  • Róża. - odezwałem się miękko przerywając panującą między nami ciszę.
Byłem z siebie dumny że głos mi się nie załamał przy wypowiadaniu jej imienia. Usłyszałem cichy warkot wydobywający się z jej gardła. Zszokowało mnie to. Nie byłem zdolny by się ruszyć. Luca zasłonił mnie swoim ciałem ogradzając od swojej dalej przyczajonej siostry. Ona oderwała od nas wzrok i spojrzała do góry. Luca wyciągnął coś z tylnej kieszeni i jej rzucił. Byłem tym zdziwiony gdyż nie zauważyłem że brał coś ze sobą zanim opuściliśmy dom. Zdążyłem rozpoznać długie rękawiczki aż do łokci. Takie jakie kiedyś damy nosiły dla ozdoby i ochrony rąk. Zaczęła do nas podchodzić. Bardzo powoli, badając sytuację. Wyciągnąłem chusteczkę i jej ją podałem. Uśmiechnęła się i wzięła chusteczkę ucierała nią powoli usta, brodę i dekolt z krwi.

  • Lepiej ci? - zapytał przezornie Luca.

Róża pokiwała twierdząco głową. Chciałem usłyszeć jej melodyjny głos. Jednak się tego nie doczekałem. Jeszcze. Po chwili zamilkła. Nasłuchiwała. Zamyśliła się. Pociągnęła powoli nosem i otworzyła usta. Jakby badając smak powietrza. Zaraz je zamknęła ale dalej toczyła batalię. W końcu chyba coś postanowiła.


  • Kogo jeszcze tu sprowadziliście? - zapytała zachrypniętym głosem. Jakby nie mówiła od bardzo dawna. Co prawdopodobnie było prawdą.
  • Rodzice i klan Felixa są w domu. My jesteśmy tu sami. Dlaczego pytasz? - odpowiedział Luca.
  • Ktoś tu biegnie. Wampiry. 3. - powiedziała szeptem. Jakby upewniając się w tych słowach.
  • Bierz Fabiana na plecy i biegnij. - powiedział Luca szybko i przemieścił się bliżej siostry.
  • Dobrze. - Odpowiedziała bratu i spojrzała na mnie ze smutkiem.
  • Dlaczego akurat Róża? - zapytałem nie pewnie.
  • Ona jest szybsza i zwinniejsza. Szybciej ucieknie przed nadchodzącą pogonią. Nawet z balastem ma więce szanse ode mnie. Bez obrazy. - nie obraziłem się bo niby z jakiego powodu. On mówi prawdę. W tej chwili byłem tylko balastem.
  • Nie no spokojnie nic się nie stało. - jego słowa naprawdę mnie nie zraniły.


Powoli wsiadłem ukochanej na plecy. Ona się nawet nie ugięła pod moim ciężarem. Zdjęła rękawiczki i ruszyła. Biegła bardzo szybko. Dużo szybciej niż Luca. Z pewną dozą wdzięku, równowagi i taneczności. Zdjęła rękawiczki i machnęła ręką. Za nami wyrosły wysokie krzaki pokryte kolcami. Po chwili zaczęła się wielka ulewa. Moje ubrania szybko przemokły od padającej z nieba ulewy. Wbiegliśmy do rzeczki, która na chwilę obecną zamieniła się w potok i biegliśmy nią jakiś czas. Straciłem orientację w terenie ale ufałem Róży i wiedziałem że doprowadzi nas bezpiecznie do domu. Biegła tak dość długo nie wiedziałem że tak daleko się zapuściliśmy w poszukiwaniu jej ale w końcu między drzewami zamajaczała sylwetka domu. Po chwili byliśmy na ganku. Ulewa dalej przybierała na sile. Mi było to już wszystko jedno. I tak byłem przemoknięty do suchej nitki.


Znalezione obrazy dla zapytania długie rękawiczki do łokcia czarne