środa, 26 października 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 11.2 - Wybaczanie krzywd

Z góry przepraszam że takie krótkie ale takie ma być następny będzie dłuższy. Tak więc zapraszam do czytania.

-----------------------------------------

Oczami Róży:

  • Nie nie chcesz tego życia. Nie będziesz mógł powiedzieć ludziom a zwłaszcza twojej rodzinie kim tak naprawdę jesteś bo zginą. Jeśli dostaniesz talent będziesz musiał go poznać, szlifować a to wbrew pozorom nie jest takie łatwe i nawet po wielu latach może ci się nie udać go opanować.
  • Dam sobie radę a jeśli nie to ty mi pomożesz.
  • Posłuchaj mnie… - powiedziałam sfrustrowana.
  • Nie to ty mnie posłuchaj. We dwoje damy sobie radę jeśli tylko w to uwierzymy ja w to wierzę całym sobą a ty?
  • Postaram się. - odpowiedziałam z nikłym uśmiechem.
  • Kocham cię. - powiedział całując mnie usta.
  • Wybaczysz mi?
  • Ale co takiego?
  • Wszystko złego co cię od tej pory spotka.
  • Wybaczę. A wiesz dlaczego?
  • Hmm??
  • Bo cię kocham.

Uśmiechnęłam się szeroko. On dał mi wiarę że wszystko się jakoś ułoży. Bo nasza historia dopiero się zaczęła.

środa, 19 października 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.11.1 - Wybaczanie krzywd

Przepraszam że tak długo nic nie dodawałam ale miałam strasznie dużo pracy i nauki nie miałam czasu nic dodać już nie mówiąc żeby pisać. Tak więc przepraszam a jutro jako bonus i moje przeprosiny wstawię kolejną część. Tak więc bez zbędnego przełużania zapraszam do czytania (ale mi się zrymowało heheszki).


------------------------------------------------------

Po kilku godzinach Fabian ponownie się obudził. Wyglądał na wypoczętego i pełnego energii. W spokoju zjadł przygotowany przez Nastię posiłek.Patrzyłam na niego cały czas popijając krew z woreczka. Byłam bardzo spragniona. Codzienne treningi siły, sprawności i walki męczą mnie nieporównywalnie. Kasjan poprosił bym dzisiaj opowiedziała resztę o naszym świecie. Jestem skłonna to zrobić bo wilki i Fabian również byli zaciekawieni tym jak nasz świat funkcjonuje. Musiałam się przełamać i im to opowiedzieć.

Wszyscy zasiedli wygodnie w salonie ja przyniosłam misy z metalem, wodą, ziemią, zapaliłam świecę i otworzyłam okno. Podałam Fabianowi bluzę najcieplejszą jaką znalazłam w mieście na bazarze. I usiadłam na głównym miejscu przygotowanym dla mnie przez Kasjana.

  • Jak już wcześniej nadmieniłam w naszym świecie rządzą 3 kobiety. Amelia najstarsza licząca sobie 9500 lat. Patrząc na wampira lub inne żywe stworzenie wnika do jego umysłu, zagląda w najskrytsze zakamarki podświadomości szukając odpowiedzi na pytania. Nie zadaje ich i nie chce słuchać. Druga do Isabelle licząca sobie 9000 lat.To ona pyta i słucha. Potrafi wyczuć prawdę lub fałsz następnie za to karając. Ostatnia i najmłodsza to Eve licząca sobie 8500 lat. Ma talent obronny. Posiada tarczę którą podczas przesłuchań zasłania siebie i swoje siostry przed przypuszczalnymi atakami wampirów którym nie zależy na życiu. One 3 poddają cię osądowi ale to do Amelii należy ostanie słowo. Tyle o nich. Jest też Mędrzec co pewnie już Fabianie wiesz i prawdopodobnie go już spotkałeś. Ma na imię Lucjan liczy sobie 5000 lat, Wie o dokładnej lokacji każdego wampira na Ziemi. Jednak nie może powiedzieć ci prosto w twarz gdzie on jest. Mówi ci zagadkę. Jeżeli ją rozwiążesz to znajdziesz to czego szukasz. Coś na bazie poszukiwaniu skarbów. Ma on ochroniarza i przyjaciela. Philipa. On jest tak zwanym tancerzem ostrzy. Żaden z wampirów nie ma z nim szans choćby nie wiem jak długo się kształcił. To jest jego talent. Talent to walki i obrony. Został przydzielony Lucjanowi przez Amelię teraz się zaprzyjaźnili i nie zachowują się jak pies z kotem. Kasjan mój stwórca ma zdolność wyczuwania zmian pogodowych. Jak również niebezpieczeństwa. Jest jak nasz cichy alarm. Wie kiedy zabić żeby wszyscy wyszli z tego obronną ręką. Nastia umie znikać. Lub czyni przedmioty niewidzialnym na samym początku ich musiała dotykać ale teraz to zrobi siłą woli. Luca. Mój starszy kochany braciszek ma talent bojowy. Na jego komędę z rąk będą strzelać mu kule ognia. Mój talent jest najniebezpieczniejszy. Panuję nad wszystkimi żywiołami naraz. - delikatnie podniosłam rękę ziemia utworzyła się w figurkę mojej osoby z szerokim uśmiechem, zrobiłam to samo co na prezentacji umiejętności. Byłam wykończona. Siedziałam i łapałam szybkie oddechy. To było ciężkie.

Fabian siedział i patrzył się na mnie jak na kosmitę. Wiedziałam już że przegrałam tą walkę. Walkę o miłość. Zginie a ja i jego rodzina razem z nim. Chciałabym poczuć smak jego ust na swoich. Ostatni raz. Nie chcę żeby on odchodził ale jego mina mówi zbyt wiele.

  • Już rozumiem. Zawsze ostrożniej zachowywałaś się w mojej obecności. Jakbyś bała się że jednym machnięciem ręki albo kichnięciem rozwalisz pół szkoły. Już rozumiem czego zawsze pilnowałaś rąk a zanim coś powiedziałaś myślałaś nad odpowiedzią 5 razy zanim wygłosiłaś ją głośno. Ty po prostu martwiłaś się żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Ale wiesz co ci powiem skarbie? Kocham cie i nie ważne kim jesteś ważne jaka jesteś. A jesteś cudowną osobą którą pokochałem od pierwszego wejrzenia. Twoja natura i to kim jesteś i kim chcę się stać zszokowały mnie ale również kazały mi się zastanowić czego chce.
  • A czego chcesz? - zapytałam cicho.
  • Ciebie. Ciebie i tego życia które mi oferujesz. Bo wiem że z tobą będzie wspaniałe.

wtorek, 4 października 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 10.1 - Druga natura. Drugie ja.

Oczami Różami:

Weszliśmy powoli z Luca do domu. Fabian leżał tam gdzie go zostawiłam zwinięty w kłębek, z zamkniętymi oczami. Spojrzałam na Kasjana znacząco który pokręcił przecząco głową rozwiewając moje wątpliwości. Całe szczęście że nie jest chory. Nie wybaczyłabym sobie tego. Usiedliśmy wokół niego i czekaliśmy aż się obudzi w międzyczasie rozmawiając wampirzym szeptem. Nie chciałam go budzić widać że źle zniósł podróż za mną oraz dodatkowo tą pogoń w lesie. Wilki również spały. Powarkiwały cicho przez sen. Kiedy tylko Fabian się przebudził, wilki automatycznie podniosły swoje łby. Tak jakby czatowały na jakiś ruch ze strony mojego ukochanego. Fabian znieruchomiał i popatrzył na nas autentycznie przerażony obecnością przerośniętych psów w naszym bezpiecznym domku. Wilki zaraz wróciły do swojej pierwotnej, ludzkiej formy. i usiedli niedaleko nas wszyscy patrzyli się na mnie. Nie chciałam zaczynać ale musiałam oni wszyscy byli tu z mojego powodu. Widziałam zmieszanie Fabiana jak zobaczył Szymona siedzącego zaraz po mojej lewej.

  • Dziękuję że za mną tutaj przylecieliście. Na spotkaniu przekazaliśmy wam część informacji na mój temat ale z powodu obecnego obrotu spraw dopowiem to co zatailiśmy. Proszę nie miejcie nam tego za złe. To dla bezpieczeństwa. Tobie Fabianie będziemy a właściwie ja będę musiała to wszystko wyjaśnić od początku. Jak któreś z was będzie potrzebowało przerwy to mi po prostu przerwijcie i mnie o tym powiadomcie. Dobrze? - kilkanaście głów skinęło zgodnie odpowiadając na moje pytanie. - A więc jestem Róża Harrison. Cieleśnie mam 17 lat. Nie zmienię się niezależnie od tego jak długo będę żyć ani czym się żywić. Nie schudnę i nie przytyję. Zostanę taka zamrożona w czasie na zawsze lub do momentu mojej śmierci. Biologicznie mam lat 275. To są tylko moje wampirze lata jakby liczyć od dnia moich narodzin będzie 292 lata. Moje prawdziwe i pełne imię to Róża Eleanor Natasha Sparks. W dniu moich 17 urodzin wataha wilków licząca sobie 9 rosłych, w pełni formy osobników wtargnęła do mojego domu i zabiła wszystkich członków mojej ludzkiej za wyjątkiem ojca rodziny. Moich rodziców przejętych losem własnych dzieci a nie swoim własnym. Moje siostry leżące w kałuży krwi z rozerwanymi szyjami, braci rozrywanych na strzępy. Moja rodzina ukryła mnie jak najlepiej żeby tylko mnie nie znaleźli. Wierzyli wtedy że byłam inna, że byłam i będę kimś wielkim, że dokonam czegoś wielkiego. Uważali tak bo urodziłam się w dniu wyjątkowej gwiazdy. Kiedy wilki odeszły moja mama wyszeptała “Na strychu jest orzeł o białym ubarwieniu wyrusz do sąsiedniej wioski razem z nim i przymocowaną do jego nóżki wiadomością o treści “przybądź” On jest twoją przyszłością. On będzie twoim opiekunem, ojcem i opoką. Mój czas nadszedł. Kocham cię skarbie.” Zrobiłam tak jak mnie prosiła i niedługo potem pod drzwiami mojego domu pojawił się Kasjan, Nastia i Luca. Zajęli się mną nie jako wampirem lecz jako człowiekiem. Niedługo potem miasteczko najechały wampiry i zabijali każdego człowieka. Kasjan wtedy mnie ugryzł wsysając jad do moich żył zmieniając mnie w jedną z nich. Innym wampirom powiedział że już od dawna miał plan zmienienia mnie w jedną z nich. Jestem mu wdzięczna za ocalenie mi życia w ten czy inny sposób. Cieszę się że mam kogoś komu na mnie zależy. Kto się mną opiekuje i martwi o moje samopoczucie. Jednak gdyby nie to że mój tata był wampirem i mieszkał z nami nigdy by do tego nie doszło. A tata nie pił krwi ludzi. Odrzucała go ale wilki nie umiały tego zrozumieć. Nawet o to nie pytały. A ty Fabianie zakochując się we mnie ze wzajemnością wydałeś na siebie wyrok. Wyrok który ja muszę wykonać.
  • Jaki wyrok?
  • Jeśli twoja miłość do mnie jest wystarczająco silna przetrwa wieki. Wtedy staniesz się jednym z nas a twoja rodzina będzie wtajemniczona we wszystko tylko do połowy chyba że zdecydujesz inaczej. Jeśli jest to tylko chwilowe zauroczenie będę zmuszona zabić i ciebie i twoją rodzinę.
  • Aha. Rozumiem. Pomyślę nad tym wszystkim. Ale czy mogłabyś opowiedzieć więcej o twojej… naturze?
  • No dobrze. Skoro i tak zbliżamy się do nieuniknionego… A więc wampiry dzielą się na 3 kategorie. Szlachta, Opiekunowie i Podopieczni. Szlachta to elita wśród wampirów są bardzo starzy i stoją na straży przepisów w naszym świecie. Każde ich złamanie jest surowo kazane. Opiekunowie to grupa pośrednia tworzą swoje klany które ludzie nazywają rodzinami czyli ktoś taki jak Kasjan i Felix. Są głowami klanu dają o ich bezpieczeństwo, dobrobyt i szczęście. Podopieczni jest kimś w rodzaju mnie, Luca, Nathan i Andrew. Podlegamy po jakiegoś wampira jako jego dzieci i podopieczni. Nie musimy z nim mieszkać całe nasze życie ale z pewnością słuchać tego co mają nam do powiedzenia. Ludzkie jedzenie nam nie szkodzi możemy je jeść kiedy i ile chcemy i nie odczuwamy skutków przejedzenia i takich tam. Ale nie odczuwamy jego smaku, konsystencji, nic. Za to pijemy krew dla nas jest ona bardzo słodka, sycąca i potrzebna. Bez niej popadniesz w amok który skończy się zarówno twoją jak również twojego klanu śmiercią ze strony Szlachty. Nie rumienimy się i nie korzystamy z łazienki ale umiemy płakać a z naszych ciał po nacięciu wypłynie krew. Wszystko masz wyczulone a najbardziej instynkt. Jeśli masz dobrą iskierkę będziesz mieć moc. Jeśli nie, nie musisz się smucić z tego powodu nie ty pierwszy i nie ostatni. Aha zapomniałabym na szczycie Szlachty stoją trzy kobiety. Wampirzyce. Amelia, Isabelle, Eve. Ale o nich kiedy indziej. Zdrzemnij się bo widać że jesteś zmęczony.
  • Tak dla pewności.
  • Tak? - odwróciłam się zaciekawiona w jego stronę.
  • Będziesz tutaj?
  • Tak będę tutaj przez cały czas jeśli tego właśnie sobie życzysz.
  • Byłbym wdzięczny. - uśmiechnął się do mnie pogodnie.
  • Nie odczuwasz przy mnie dyskomfortu, strachu, zmartwienia, czy czegoś równie podobnego? Albo przy którymś z nas?
  • Nie. Czuję się przy was tak domowo i bezpiecznie.
  • Rozumiem. Śpij. - podeszłam do niego i ucałowałam w czoło.

Jego oczy zamknęły się chowając za sobą bystre spojrzenie w którym się zakochałam. Kocham tego chłopaka. I oddam za niego życie. Choćby nie wiem jak ciężko było mi o niego walczyć. Zrobię to. On będzie żyć. Jestem gotowa do wielu wyrzeczeń. Tylko po to by on był bezpieczny i szczęśliwy. Wyśliznęłam się z salonu i wyszłam przed dom. Musiałam mieć chwilkę spokoju dla siebie. Dla obmyślenia mojego skomplikowanego planu uratowania tego człowieka. Człowieka który chcąc nie chcąc posiadł moje od wieków nie bijące serce.

środa, 28 września 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - 9.3 - Instynkt

A więc moje kochane misie dodaję kolejny rodział mam nadzieję że się wam spodoba, przy okazji chciałabym nadmienić jedną rzecz teraz rozdziały spróbuję wstawiać przynajmniej raz w tygodniu w środy lub czwartki. To zależy od tego ile będę mieć pracy i nauki. Bez zbędnego przedłużania życzę miłego czytania (jaki rym xd).

-----------------------------------------------

Oczami Róży:
Zwymyślałam się w myślach od najgorszych.  Jak mogłam się zachować tak nieodpowiedzialnie. Teraz pewnie będzie przeze mnie chory. No super lepiej być nie mogło. Weszliśmy powoli do domu. Od razu swoim szybkim tempem rozebrałam go z mokrych ubrań i ubrałam w suche, zawiązałam ręcznik na głowie i zaniosłam do łóżka opatulając go ciepłym kocem. Był zdziwiony ale przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Powiedziałam do mojej rodziny i przyjaciół żeby mieli na niego oko a ja wrócę ponownie za kilka godzin. Wyszłam z domu musiałam sprawdzić czy okolica jest bezpieczna. Po drodze spotkałam Luce.

  • Dlaczego go tutaj ze sobą zabrałeś?
  • On cie kocha Róża.
  • Nie, nie kocha. A nawet jakby to wcześniej byłam w stanie go uratować przed śmiercią lub zmianą. Teraz już nie.
  • Musimy mu to powiedzieć zasługuje na to.
  • Wiem że zasługuje. Ja tylko nie chciałam go w to mieszać tak jak wmieszano w to nas.
  • Wiem. Ale może w końcu odnajdziesz spokój, miłość i zrozumienie.

Przytuliłam się do brata i wdychałam jego zapach. Uspokoiłam swoje rozchwiane obecnością Fabiana emocje. Czas decyzji przyszedł teraz a ja wiem jaką podejmę. Może nie będzie to najłatwiejsza dla mnie decyzja ale na pewno nie pociągnie to za sobą żadnych trupów w postaci mnie i mojej oraz Fabiana i jego rodziny.


  • Wiem co muszę zrobić. Zrobię to dla bezpieczeństwa nas wszystkich.
  • Zuch dziewczyna. - posłał mi swój zadziorny uśmieszek co przyprawiło mnie o dobry humor i salwę śmiechu.



Znalezione obrazy dla zapytania rozwidlenie dróg w ciemnym lesie

wtorek, 20 września 2016

Wieczna Miłość potępionych dusz - cz.9.2 - Instynkt

Przepraszam wiem że zawaliłam ale nie miałam jak dodawać nowych części ponieważ ostanio mam naprawdę wielkiego pecha. Najpierw zepsuł mi się laptop, później zachorowałam nie miałam siły nic dodać a na koniec zwaliła mi się masa pracy. Tak więc jeszcze raz przepraszam i zapraszam do dalszego czytania.

-----------------------------------------------

Oczami Fabiana:

Wbiegliśmy na polanę. Brat mojej ukochanej powiedział mi że ona tam na pewno jest. Czuje jej obecność na tej właśnie polanie. Szybko zszedłem Luce z pleców i zdębiałem niezdolny do wypowiedzenia nawet jednego słowa. Róża stała pośrodku polany koło martwego kota. Byłem więcej niż pewien że powodem jego zgonu był brak krwi w ciele. Jej oczy lustrowały nas uważnie. Czekając na choćby najmniejszy ruch w jej stronę. Wzrok był wygłodniały lecz również ostry i skoncentrowany. Usta rozchylone ukazując końcówki prostych białych zębów. Dwie stróżki brunatnej cieczy znaczyły dróżkę  z kącików ust i z brody malutki brunatne kryształki rozbijały się o ziemię. Była przyczajona, gotowa do ataku, gotowa do ucieczki w razie potrzeby w każdej chwili. Kiedy mrugnęłam zobaczyłam że cofnęła się znacząco do tyłu. Obawiała się tego co mogliśmy jej zrobić. Poprawka co Luca mógł jej zrobić.

  • Róża. - odezwałem się miękko przerywając panującą między nami ciszę.
Byłem z siebie dumny że głos mi się nie załamał przy wypowiadaniu jej imienia. Usłyszałem cichy warkot wydobywający się z jej gardła. Zszokowało mnie to. Nie byłem zdolny by się ruszyć. Luca zasłonił mnie swoim ciałem ogradzając od swojej dalej przyczajonej siostry. Ona oderwała od nas wzrok i spojrzała do góry. Luca wyciągnął coś z tylnej kieszeni i jej rzucił. Byłem tym zdziwiony gdyż nie zauważyłem że brał coś ze sobą zanim opuściliśmy dom. Zdążyłem rozpoznać długie rękawiczki aż do łokci. Takie jakie kiedyś damy nosiły dla ozdoby i ochrony rąk. Zaczęła do nas podchodzić. Bardzo powoli, badając sytuację. Wyciągnąłem chusteczkę i jej ją podałem. Uśmiechnęła się i wzięła chusteczkę ucierała nią powoli usta, brodę i dekolt z krwi.

  • Lepiej ci? - zapytał przezornie Luca.

Róża pokiwała twierdząco głową. Chciałem usłyszeć jej melodyjny głos. Jednak się tego nie doczekałem. Jeszcze. Po chwili zamilkła. Nasłuchiwała. Zamyśliła się. Pociągnęła powoli nosem i otworzyła usta. Jakby badając smak powietrza. Zaraz je zamknęła ale dalej toczyła batalię. W końcu chyba coś postanowiła.


  • Kogo jeszcze tu sprowadziliście? - zapytała zachrypniętym głosem. Jakby nie mówiła od bardzo dawna. Co prawdopodobnie było prawdą.
  • Rodzice i klan Felixa są w domu. My jesteśmy tu sami. Dlaczego pytasz? - odpowiedział Luca.
  • Ktoś tu biegnie. Wampiry. 3. - powiedziała szeptem. Jakby upewniając się w tych słowach.
  • Bierz Fabiana na plecy i biegnij. - powiedział Luca szybko i przemieścił się bliżej siostry.
  • Dobrze. - Odpowiedziała bratu i spojrzała na mnie ze smutkiem.
  • Dlaczego akurat Róża? - zapytałem nie pewnie.
  • Ona jest szybsza i zwinniejsza. Szybciej ucieknie przed nadchodzącą pogonią. Nawet z balastem ma więce szanse ode mnie. Bez obrazy. - nie obraziłem się bo niby z jakiego powodu. On mówi prawdę. W tej chwili byłem tylko balastem.
  • Nie no spokojnie nic się nie stało. - jego słowa naprawdę mnie nie zraniły.


Powoli wsiadłem ukochanej na plecy. Ona się nawet nie ugięła pod moim ciężarem. Zdjęła rękawiczki i ruszyła. Biegła bardzo szybko. Dużo szybciej niż Luca. Z pewną dozą wdzięku, równowagi i taneczności. Zdjęła rękawiczki i machnęła ręką. Za nami wyrosły wysokie krzaki pokryte kolcami. Po chwili zaczęła się wielka ulewa. Moje ubrania szybko przemokły od padającej z nieba ulewy. Wbiegliśmy do rzeczki, która na chwilę obecną zamieniła się w potok i biegliśmy nią jakiś czas. Straciłem orientację w terenie ale ufałem Róży i wiedziałem że doprowadzi nas bezpiecznie do domu. Biegła tak dość długo nie wiedziałem że tak daleko się zapuściliśmy w poszukiwaniu jej ale w końcu między drzewami zamajaczała sylwetka domu. Po chwili byliśmy na ganku. Ulewa dalej przybierała na sile. Mi było to już wszystko jedno. I tak byłem przemoknięty do suchej nitki.


Znalezione obrazy dla zapytania długie rękawiczki do łokcia czarne

środa, 14 września 2016

Nowy Post

Kochani nowy post powinien ukazać się na blogu jutro koło południa. Wiem że teraz żadko coś dodaję ale to przez przygotowania do szkoły, szkołę i dużo nauki. Wiecie robię teraz cięższy kurs i spędzam większość czasu z nosem w książkach żeby się nauczyć i nie mieć problemów. Tak więc przepraszam i do jutra.

Aha zapomniałabym... teraz był taki wielki szał na "Avengers" Marvela więc w szkole między zajęciami zaczęłam pisać nową historię z nim związaną, Część informacji nie będzie miała pokrycia z rzeczywistością lub filmem i temu podobnymi ale to w końcu mój maleńki umysł szaleńca (jakbyście posłuchali moich myśli to byście mi przyznali rację). Tak więc więcej detali podam jak już skończę obecne opowiadanie.

Pozdrowienia
Patusia


czwartek, 25 sierpnia 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - cz.9.1 - Instynkt

Oczami Róży:

Wyczuwałam ciepłe ciało w którym mogłabym zatopić własne kły. Języki pragnienia liznęły moje gardło kiedy wyczuły co za zwierze zaraz je zwilży. Puma. Która również się na mnie próbowała zaczaić. Jego natura kierowała nim do pozornie łatwego posiłku Nie tym razem kotku. Nie tym razem. Natura pokaże kto jest lepszym drapieżnikiem. Chociaż ja z góry znam już na to pytanie odpowiedź. Po chwili czajenia się puma skoczyła na mnie zwalając mnie z nóg. Przeturlałam się i przyciskając swoim drobnym ciałem ją mocniej do ziemi wgryzłam się w jej tętnicę, która wabiła mnie swoim zapachem i obietnicą świeżej krwi. Piłam ją łapczywie. Choć niedawno się posilałam ten posiłek również mnie zadowolił. Kot rzucał się pode mną na początku dość mocno starając się wyrwać z śmiertelnego uścisku. Z każdym kolejnym łykiem jego krwi coraz mniej aż w końcu znieruchomiał kompletnie. Odszedł do świata gdzie już nikt na niego nie zapoluje. Na chwilkę zrobiło mi się go żal ale to uczucie przeminęło tak szybko jak się pojawiło. Z kącików moich ust wypłynęły dwie stróżki krwi ściekając mi leniwie na brodę. Pojedyncze kropelki zaczęły spadać rozbijając się o ziemię. Wstałam i popatrzyłam na kota po raz ostatni. Smak jego krwi rozchodził się z prędkością ślimaka po kubeczkach smakowych zostawiając za sobą wprawiający w ekstazę słodki posmak. Uśmiechnęłam się na wspomnienie szarpiącego się kota. Jego pazurów przecinających powietrze w szaleńczej walce o życie. Poczułam że coś biegnie w moją stronę. Niezwykle szybko. Przyszykowałam się do skoku i obrony siebie pewna że to kolejny kot. Jednak zaczęłam odczuwać inne czynniki które wykluczyły obecność kolejnego kota. Szok i niedowierzanie otuliło mnie i mój umysł przytępiony przed chwilą sporzy tym posiłkiem kiedy zobaczyłam wbiegającego na polanę Luce z Fabianem na plecach. Szybko się zreflektowałam i przybrałam postawę przyczajonego drapieżnika. Mój instynkt krzyczał że oni mi zagrażają. Musiałam się przed nimi bronić. Cofnęłam się ledwo zauważalnie nie tracąc z nimi kontaktu wzrokowego. Każde jego ucięcie mogło poskutkować moją porażką a tego nie chciałam. Zastanawiałam się jak mogę stąd uciec z klasą.

Znalezione obrazy dla zapytania przyczajona puma

wtorek, 16 sierpnia 2016

Wieczna Miłość Potępionych Dusz - Rozdział 8.2 - Przysługa

Witam w kolejnej części tej oto wspaniałej historii. Bez przedłużania zapraszam do czytania.
----------------------------------------------

Oczami Luci:
Zobaczyłem jak ten idiota rozgląda się dookoła. Rozbawiło mnie to ale musiałem zachować powagę. Przynajmniej tymczasowo. Kaszlnąłem głośno. Musiałem zwrócić na siebie jego uwagę i przemówiłem.
  • Lucjanie objaw się potrzebuje twej pomocy. Tylko ty jesteś w stanie mi pomóc i tylko ty możesz się tu pofatygować przyjacielu.
  • Jestem już Luca. W czym mogę ci pomóc?
  • Moja siostra gdzieś wyjechała i nie powiedziała mi ani mojej rodzinie gdzie. Strasznie się o nią martwimy i to nas sprowadziło do ciebie. Tylko ty możesz nam pomóc w obecnej sytuacji. Czy mógłbyś ją namierzyć? Proszę
  • Hmmm… Sprawa zaiste wydaje się ciężka. Zgadzam się. Pod jednym warunkiem.
  • Jakim? Zrobimy wszystko.
  • Litr krwi twojego towarzysza. Litr krwi człowieka zakochanego w nieśmiertelnej. A powiem ci co wiem o jej położeniu. Niestety wiesz jakie mam ograniczenie. Bez bystrości umysłu utkniecie lub tylko spowolni was to w czasie. Wszystko zależy od was samych. - uśmiechnął się do mnie smutno.
  • Dobrze. -odezwał się chłopak za mną. Miałem go ochotę w tamtej chwili zabić.
Wampir podszedł do niego i wpił się w jego rękę. Zachłannie. Tak jakby od kilku dobrych dni nic je jadł. A znając tryb życia Mędrca tak właśnie było. Odliczałem pociągnięcia aż doszedłem do naszej ustalonej miary. Już miałem interweniować lecz wampir odsunął się i oblizał usta ze smakiem i rozmarzeniem. Chłopak zachwiał się na nogach więc podszedłem do niego i go przetrzymałem żeby nie upadł.

  • Przepyszna. Nic nie smakuje lepiej niż miłość mój drogi przyjacielu. A więc dobrze. Teraz miejsce.
  • zdradź mi je proszę.
  • Najdłuższa z rzek się ciągnie niczym wąż. Lasami otoczona. Dzika natura z drzew zerka. Państwo na G się zaczyna ale jej w nim nie ma. Natura zawładnęła. Instynkt się uwolnił człowieczeństwo w cień spychając. Znajdziesz miejsce, znajdziesz serce, znajdziesz zagubione dziewczę.
  • Dziękuję ci. Mam nadzieję do szybkiego zobaczenia.
  • Nie ma za co. Przykro mi tylko że nie umiem ci powiedzieć prosto w twarz dokładniej jej lokacji.  No ale cieszę się że w ogóle coś mogę ci powiedzieć. Również mam nadzieję zobaczyć cie w niedalekiej przyszłości. Być może chłopak będzie wtedy jednym z nas.
  • Mimo wszystko dziękuję. I oby nie. Może uda nam się obejść zakaz.
Ciągnąłem zamroczonego chłopaka za sobą do drzwi. Nie mogliśmy tu dłużej zostać z jego otworzoną raną wśród głodnych wampirów. Nie skończyłoby się to dla niego zbyt dobrze. Bez trudu wsadziłem go do samochodu i zapiąłem mu pasy. Przystawiłem rękę to ust i oblizałem ranę a następnie owinąłem ją gazą a następnie bandażem. Wyjechałem z posesji Mędrca i zaparkowałem na poza miejskiej stacji benzynowej. Pochyliłem nisko głowę. Musiałem pomyśleć. Chłopak już doszedł do siebie ale dalej był lekko blady. Obejrzał swoją rękę dalej się nie odzywając. Ale ludzie niestety nie mają wyczucia chwili i nie umieją trzymać języka za zębami zbyt długo.

  • I co wiemy? - zapytał cicho. Nawet jakby to wyszeptał byłbym w stanie to usłyszeć. - Powtórz to co ci powiedział. - śmieszy był jego rozkaz w głosie ale mimo wszystko postanowiłem mu o tym powiedzieć. W końcu to też dotyczy jego samego.
  • Dobra będę mówić w kawałkach. - westchnąłem.
  • Okey. - odpowiedział już żywiej ale dalej słabo.
  • “Najdłuższa z rzek się ciągnie niczym wąż”. - powiedziałem uroczyście.
  • Amazonka. - odpowiedział bez zawahania a ja bez zawahania się z nim zgodziłem bo mi samemu ta rzeka chodziła po głowie.
  • “Lasami otoczona. Dzika natura z drzew zerka. Państwo na G się zaczyna ale jej w nim nie ma”.
  • Lasy otaczają Amazonkę a między innymi jest tam Guawa. I co było dalej? W sumie to nawet fajny wierszyk z tego wyszedł. - westchnąłem w duchu na ten przejaw ignorancji w jego głosie.
  • “Natura zawładnęła. Instynkt się uwolnił człowieczeństwo w cień spychając. Znajdziesz miejsce, znajdziesz serce, znajdziesz zagubione dziewczę”.
  • To nie wiem co znaczy. Nic nie podpowiada co do miejsca ani natury lasów i jego mieszkańców. A ty masz jakiś pomyśł?
  • tak i to niestety nic dobrego. To znaczy że porzuciła to życie które teraz mieliśmy. Wiesz to takie bardzo ludzkie i wróciła do naturalnych instynktów. jedynym pragnieniem jest przetrwanie oraz pożywianie się. Nic innego nie ma dla niej sensu. Już nie.
  • To bardzo źle. - kolejny raz musiałem mu przyznać rację. Niestety.

Znalezione obrazy dla zapytania lasy tropikalne